Witam, witam, witam!! Matko, jaki ja mam dzisiaj dobry humor. A dlaczego? BO OKAZAŁO SIĘ, ŻE NIE JADĘ NA OAZĘ!!! Wiem, powinnam płakać i chodzić beznadziejnie przybita, ale ja nie jestem normalna!! Matko skaczę z radości :D :D :D!!! Bosh, jak się cieszę. Przepraszam, że nie dodawałam rozdziałów, lecz korzystałam z wakacji (i to aż za dużo XD). I dzisiaj też raczej się nie pojawi. ;(. Wybaczcie. Prawdopodobnie dodam jakiś w niedzielę wieczorem lub w poniedziałek. Zaczęłam pisać, lecz nie dokończyłam, ale uwierzcie będzie się działo ;P. Jak najszybciej nadrobię też Wasze blogi. Dokładnie jutro już 3 miesiące jestem na bloggerze O.O. Tak szybko? Dziękuję za 11 komentarzy pod ostatnim!! Kocham Was ;)
Anka ;)
♥♥♥
czwartek, 2 sierpnia 2012
wtorek, 31 lipca 2012
Rozdział 64
To był James. Nieco
się zdziwiłam jego widokiem. Dostałam SMS od niego 2 dni temu, że wyjeżdża na
wakacje. Wyściskał mnie i poszliśmy do mojego pokoju. Po drodze poinformowałam
chłopaków, że będę u siebie. Chłopak przepuścił mnie w drzwiach. Albo mi się
zdawało, albo przekręcił klucz. WTF?!
Po krótkim przesłuchaniu pobiegłam do Jay'a. Czułam się trochę dziwnie. Powinnam płakać i być przestraszona, ale nie było tak. Tyle już przeszłam… drugi raz ktoś przykładał mi nóż do gardła… nie boję się tak bardzo mimo, iż wszystkie wspomnienia powróciły.
- Kocham Cię – powiedział i
zaczął się do mnie zbliżać.
- James…?
- Kocham Cię. Nie mogę o tobie
zapomnieć.
- James!! Odsuń się!
Chłopak złapał mnie w talii,
przyciągnął do siebie i zaczął całować po szyi. Próbowałam się wyrwać, lecz nie
dałam rady. Co w niego wstąpiło? Rozmawialiśmy o tym i był całkiem inny!
Postanowiłam, że odpuszczę i wtedy mu się wyrwę. Musiałam udawać. Przysunęłam
się do niego bliżej i spojrzałam mu w oczy.
- Kochasz mnie?
Chłopak nieco się zdziwił moim
zachowaniem i zwolnił uścisk. Wykorzystałam okazję i wyrwałam mu się. Pobiegłam
do drzwi, otworzyłam je i pognałam do Nath'a.
- Nath… chłopaki… - mówiłam
łapiąc oddech.
- Co się stało? – pytał Max.
- James… on zaczął… mnie ca…
całować...
Cała piątka zerwała się i
ruszyła do mojego pokoju. Stanęłam w drzwiach pokoju Nath'a i obserwowałam, co
będzie się działo. Po kilku sekundach pojawił się Max i Tom, że się tak
delikatnie wyrażę „wyprowadzających” James'a z domu. Nath podszedł do mnie i
przytulił.
- Wszystko OK?
- Tak – uśmiechnęłam się. Po
chwili wrócili chłopcy i uspokajali mnie, że on już tu nie wróci itp. Później
zaczęliśmy gadać o wszystkim i o niczym… w pewnej chwili zorientowałam się, że
nie mam przy sobie telefonu. Powiedziałam, że pójdę sprawdzić w salonie i zeszłam
na dół. Najpierw, dla pewności sprawdziłam jadalnię i kuchnię. Nie ma. Udałam
się do ostatniego pomieszczenia. Już z korytarza zauważyłam, że leży na fotelu.
- Tu jesteś – powiedziałam do
siebie przekraczając próg, gdy nagle coś pociągnęło mnie za rękę, zatkało usta
i przytknęło nóż do gardła.
- Ciii, kochanie. Masz być
cicho, jasne? – ten głos… JAMES?!!
Pokiwałam lekko głową.
- James… jesteśmy przyjaciółmi.
- Jakimi przyjaciółmi?!
Zakochałem się w tobie do szaleństwa, a ty cały czas pieprzysz o przyjaźni.
- Nie można nikogo zmusić do
miłości…
- Znalazłaś?! – krzyczał Max z
góry – powinien być w salonie!
- Ania!! Żyjesz tam?! – śmiał
się Jay schodząc po schodach.
James nerwowo się poruszył i
wybiegł na korytarz. Loczek na sam widok tylko otworzył buzię. Po chwili
chłopcy wyszli z pokoju Nath'a i zdziwili się równie, co Jay.
- Ej, ej, ej! Ty, kręcony! Ani
kroku, bo pobrudzę ci krwią podłogę!
- Puść ją! Co ona ci zrobiła?!
- Zamknij się! Kocham ją od
zawsze! A ona? Tylko przyjaźń i przyjaźń! Teraz powoli wyjdę z nią na zewnątrz
i odjadę, a WY za nami nie pojedziecie!
Byli bezradni. James zaczął
się wycofywać. Odwrócił mnie tak, że byłam z przodu i prowadząc mnie, wyszedł z
domu. Zrobiliśmy parę kroków i chłopaki wybiegli z domu. Mój były przyjaciel
odwrócił się mocno mnie szarpiąc.
- Gdzie?!
- Zostaw ją w spokoju! –
krzyczał Nath.
- Ona jest MOJA!!
Chłopcy z przerażeniem
patrzyli na nóż. Im bardziej James się szarpał, tym bardziej go przyciskał.
Jedna noga zaplątała mi się o drugą i byłam bliska upadku. Leciałam z nóg i
chłopak przytrzymał mnie, lecz nie tą ręką, co trzeba i ostrze lekko wbiło się
w skórę. Nathan nie wytrzymał i chciał do mnie podejść, na co James się
wkurzył. Czułam, że to się dobrze nie skończy. Usłyszałam kroki, huk i coraz
słabszy uścisk chłopaka, który po chwili osunął się na ziemię. Ze strachem
spojrzałam za siebie i ujrzałam… Zayn'a…?! Podszedł do mnie i ZNOWU przytulił.
Ja stałam i patrzyłam przed siebie ze łzą w oku. Po chwili odsunął mnie od
siebie, ujął moja twarz w dłonie i głęboko spojrzał mi w oczy.
- Wszystko w porządku? Nic ci
nie jest? – pytał.
- Ania! – krzyknął Jay, który
do nas podbiegł – wszystko dobrze? Policja już tu jedzie.
- T… tak, dobrze…
- Zayn?
- Ym, tak?
- Co ty tu tak właściwie
robisz? – zapytał podejrzliwie Seev.
- Chciałem wpaść na chwilę do
Ani i sprawdzić, czy wszystko w porządku – odpowiedział, puszczając mnie.
- Dziękuję – szepnęłam.
- Nie ma sprawy. A… kto to
jest?
Z odrazą spojrzałam na
leżącego na ziemi James'a. Wszystko, przez co przeszliśmy… na same wspomnienia
pociekły mi łzy. Znamy się od tylu lat…
- To…
- To był jej przyjaciel –
dokończył za mnie Loczek widząc, że nie mam ochoty na wyjaśnienia.
- Lepiej będzie, jak już
pójdę. Później pogadamy. Trzymaj się – powiedział Zayn i ruszył w drogę
powrotną.
W tym samym czasie przyjechała
policja. Dwóch mężczyzn podbiegło do nieprzytomnego chłopaka, a kobieta, która
wysiadła za nimi, podeszła do Toma. Do mnie powoli docierało, co zrobił Zayn.
Uratował mi życie. Prawdopodobnie. Być może wszystko potoczyłoby się inaczej,
ale gdyby nie on… otrząsnęłam się i podbiegłam do odchodzącego chłopaka.
-… Zayn…
- Coś się stało?
- Ja… Dziękuję ci. Gdyby nie
ty… nie chcę myśleć, co by się stało. Nigdy bym nie pomyślała, że on…, że on
jest do tego zdolny…
- Hej, już po wszystkim.
Będzie dobrze – uśmiechnął się i przytuliłam się do niego.
On odwzajemnił gest i po
chwili odsunęłam się.
- A… nie, albo nie – zaczął.
- Powiedz.
- Może pójdziemy do kina? W
sensie, że chłopaki i my. Odreagujesz, zapomnisz.
- To świetny pomysł –
uśmiechnęłam się niewinnie.
- OK. Już dzwonię po moich
wariatów – powiedział i wyjął z kieszeni komórkę.
- Pani Anna?
- Tak?
Odwróciłam się i ujrzałam
policjantkę.
- Muszę zadać pani kilka
pytań. Dzięki temu, że mamy aż pięciu świadków, szczegółowe przesłuchanie nie
będzie potrzebne.
- Słucham panią.
- Jeśli nie jest pani gotowa
psychicznie, to…
- Nie, nie. Jestem gotowa.
Więc… szukałam komórki. Zeszłam na dół i sprawdziłam jadalnię, kuchnię i gdy
zmierzałam do salonu…, gdy już przekraczałam próg, on złapał mnie za rękę i
przystawił nóż do szyi... Po chwil chłopcy zaniepokojeni moją długą
nieobecnością zbiegli na dół i… gdy nas zobaczyli zaczęli krzyczeć…, żeby mnie
puścił… Wyprowadził mnie na zewnątrz i zaczął uciekać… Chłopcy wybiegli za nami
z domu, na co James się wkurzył. Wtedy Zayn obezwładnił go i…
- Dobrze, dziękuję. To i tak
dużo, jak na to, co pani przeszła. Czy jest pani znany powód próby
uprowadzenia?
- Jesteśmy… byliśmy przyjaciółmi,
lecz… parę tygodni temu on… wyznał mi, że kocha się we mnie od… dłuższego
czasu… rozmawialiśmy o tym i… wszystko było w porządku, aż coś mu nie strzeliło
do głowy…
- Dziękuję pani bardzo. To nam
wystarczy. Do widzenia.
- To ja dziękuję. Do widzenia.
Perspektywa Nath'a:
Nie mogliśmy nic
zrobić. Gdy wyszedł z nią na zewnątrz wybiegliśmy za nimi, lecz on usłyszał
nasze kroki i natychmiast się odwrócił. Tak bardzo się bałem. Ten nóż w jego
ręce… w każdej chwili mógł ją zabić. Tom zadzwonił po policję. Gdy Ania o mały
włos nie upadła, chciałem do niej podejść i zrobiłem kilka kroków, lecz to na
nic. On coraz mocniej się szarpał. W pewnej chwili James osłabł i osunął się na
ziemię. Spojrzeliśmy w jego kierunku i zobaczyliśmy… Zayn'a. Musiał uderzyć go w
kark. Gotowało się we mnie. Podszedł do niej i ją przytulił, a następnie
spojrzał jej w oczy. Patrzyłem na to i nie wiedziałem, co robić.
- Młody, spokojnie.
- Jak mam być spokojny? –
wysyczałem przez zęby.
- Jesteście razem? Jesteście. Kocha
cię. Gorzej by było, jakby za nim pobiegła.
Na szczęście Jay to przerwał i
po chwili piękniś wracał do domu. Już miałem iść do siebie, gdy zobaczyłem, jak
ona za nim biegnie…
- Nathan… - szepnął Tom.
- On mi ją zabiera… z każdym
dniem czuję, że ona… Co on chce pokazać? Że może mieć każdą?! Dobrze. Pokaże mu
to samo. Chce wojny, to będzie ją miał.
- Młody! – krzyknął, lecz
zignorowałem go.
Z mojej perspektywy:
Po krótkim przesłuchaniu pobiegłam do Jay'a. Czułam się trochę dziwnie. Powinnam płakać i być przestraszona, ale nie było tak. Tyle już przeszłam… drugi raz ktoś przykładał mi nóż do gardła… nie boję się tak bardzo mimo, iż wszystkie wspomnienia powróciły.
- Wszystko dobrze? – zapytał Loczek.
- Tak… Dziwię się sama sobie,
ale naprawdę jest dobrze.
- Jeśli chcesz, możemy gdzieś
wyjść. Odpoczniesz od tego. No na przykład ty i Na…
- Tak! Zayn zaproponował wypad
do kina... Właśnie dzwoni po chłopaków.
- Zayn…?
- Mhmm – pokiwałam głową – to
ja… pójdę do siebie.
Zanim wróciłam do mojego
pokoju, uzgodniłam z Zayn'em godzinę. Okazało się, że żaden z One Direction nie odbiera
telefonu, więc cała ich paczka miała zjawić się tu za pół godziny. Jak
wcześniej powiedziałam, tak zrobiłam i poszłam do siebie. Usiadłam na łóżku,
ukryłam twarz w dłoniach i rozpłakałam się. Mogłabym zostać aktorką, bo granie,
że nic się nie stało i wszystko jest w porządku idzie mi doskonale. Właśnie
straciłam najbliższą mi osobę. Dlaczego? Boże, dlaczego odbierasz mi tych, na
których mi zależy?… Po 10 minutach ogarnęłam się psychicznie i wybrałam jakieś
ciuchy.
Z perspektywy Max'a:
Po ty wszystkim
poszedłem do kuchni by się czegoś napić. Ciekawe, ile razy policja będzie
musiała nas „odwiedzać”. Wyciągnąłem szklankę i nalałem sobie wody. Wtem do
pomieszczenia wparował Tom.
- Max!
- Hę?
- Nath'owi odbiło. Wymyślił, że
pokaże Zayn'owi, że tak samo, jak on moż…
- Max! – tym razem do kuchni
przyszedł Jay.
- Hę?
- Idziemy do kina. Zayn
podsunął Ani ten błyskotliwy pomysł. Chciałem jej powie…
- Jay! – krzyknął Seev dołączając
się do nas.
- Hę?
- To moje przeczucie…
- Chłopaki! Zacznijmy od
początku. Tom, co chciałeś powiedzieć?
- Nathanowi odbiło. Gdy zobaczył,
jak Ania biegnie za Zayn'em, wściekł się i powiedział, że skoro on chce wojny,
to będzie ją miał. Ma zamiar mu pokazać, że on także może mieć każdą dziewczynę
na każde skinienie.
Wybałuszyliśmy oczy.
- Że co?!
- Nie dziwię mu się. Jeśli istnieje
takie coś, jak „eliksir miłości”, to Zayn na pewno dał to coś Ani. Nie mówcie
mi, że tego nie zauważyliście.
- W sumie, to racja – przytaknął
Seev.
- I to łączy się z moją
kwestią – zaczął Loczek – chciałem jej powiedzieć, żeby wyszła dziś gdzieś z Nath'em,
żeby zapomniała o dzisiejszym zajściu, ale nie dopuściła mnie do słowa. Przecież
oni w ogóle ze sobą nie rozmawiali! Zamienili dwa słowa i już? Czułem, że tak dobrze
nie będzie.
- A ty, Siva?
- Od kilku dni mam przeczucie,
że stanie się coś niedobrego.
- No i stało się.
- Ale to nie to! Powinno minąć,
a jest coraz gorzej.
- Eh… nic nie zrobimy, trzeba
szykować się do tego kina i pilnować Młodego.
- Co robicie? – zapytał obiekt
naszych rozmów wchodząc do kuchni.
- Yyy, wiesz, że idziemy dziś
do kina?
- Serio? Z kim?
- Z innym zespołem… -
powiedział cicho Tom odwracając się do okna.
- Z One Direction? Żartujecie sobie?
- Chcielibyśmy.
- A kto wpadł na ten cudowny
pomysł? – zapytał Nath.
- Zaaayn! – powiedział Seev z
udawanym zachwytem.
- Seev!! – warknęliśmy na
niego.
- Ups…
Spojrzeliśmy na Młodego. W jego
oczach malowała się wściekłość.
- Super! To ja idę się
przebrać – uśmiechnął się sztucznie i wrócił na górę.
- Po coś mu mówił? –
powiedział Jay klepiąc go w głowę.
- No co.
- Uhh. No nic. Trzeba się
zbierać.
Każdy poszedł do swojego
pokoju i po kilku minutach czekaliśmy przed domem na One Direction.
________________________________________________________
To jeden z moich pomysłów. W zanadrzu mam jeszcze... około 3 z czego jeden jest taki poważniejszy ;). Powoli zbliżamy się do końca ^^. Mam pomysł na nowe opowiadanie i jeśli macie ochotę to zacznę je pisać po zakończeniu aktualnego. Dziękuje za wspaniałe 8 komentarzy ;** Uwielbiam Was <33
Dedykuję:
karolina15 - Cieszę się, że wróciłaś i jesteś z nami ;** Czekam na Twój rozdział i
mam nadzieję, że będziesz się czuła coraz lepiej. Bardzo brakowało mi Ciebie i tych twoich komentarzy, które podtrzymują mnie na duchu. Wracaj do zdrowia moja
Pisarko kochana ;**
Jay jak zwykle z językiem XD
poniedziałek, 30 lipca 2012
Rozdział 63
- Że what? – zapytali
jednocześnie.
- Że to, co powiedziałem.
Podoba mi się i tyle.
- No to ruszaj.
- Ta, już lecę. Ona chodzi z
Nathan'em!
- Uh. Racja. Ale po tej
rozmowie, co dzisiaj miała się między nimi odbyć, to wiesz… - zaczął Niall.
- Jak to powiedział Johnny
Depp: Jeśli kochasz jedną osobę i zakochasz się w drugiej, to wybierz tę drugą,
bo gdybyś naprawdę kochał pierwszą, nie zakochałbyś się w drugiej – zacytował
Louis.
- Nie! Nie chcę, żeby zerwała
z nim dla mnie! Dobrze o tym wiecie. Jeśli go kocha, to niech z nim będzie.
Proste.
- To przyjaźń…? – zapytał
Liam.
- …Nie. Muszę do niej iść i
powiedzieć jej, że nie chcę stawać między nią, a Nathan'em. To nie ma sensu. Możemy
się widywać, lecz ja będę tego unikał. Oczywiście wam tego nie zabraniam. To ja
lecę. Narazie – powiedziałem i wyszedłem z domu.
Chłopaki nie zdążyli nawet nic
powiedzieć. To było postanowione. Nie chcę rujnować jej życia. Wyszedłem na
ulicę i udałem się do jej domu. W głowie układałem sobie scenariusz, co jej
powiem. Nie chcę jej ranić, nic z tych rzeczy. Chociaż, czy my się w ogóle już
przyjaźnimy? Czy można to tak nazwać? Spojrzałem w niebo, prosząc w myślach o
pomoc. Spuściłem wzrok i ujrzałem ją. Siedziała skulona na ławce. Wziąłem
głęboki wdech i przyspieszyłem kroku. Zauważyła mnie. Podszedłem do niej.
Z mojej perspektywy:
Siedziałam na ławce, przy której
poznałam się bliżej z One Direction. Usłyszałam kroki. Obróciłam głowę i ujrzałam Zayn'a.
Dzięki Bogu. Może on mnie zrozumie? Podniosłam się i podeszłam do niego.
- Zayn…
- Ania. Mam do ciebie sprawę.
- Tak…?
- To, co między… nami się...
yyy zawiązało… Nie, czekaj. Od początku. Nasza przyjaźń, o ile można to tak
nazwać, nie ma sensu. Nie chcę się wtrącać między ciebie i Nath'a. Jesteście
razem i niech tak będzie. Wiem, że on jest zły i to bardzo. Nie lubi mnie, a
to, że my się kumplujemy komplikuje sprawę. Przeciw chłopakom nic nie mam,
spotykaj się z nimi. A to, co było między nami, znajomość…
- Ty… żartujesz, tak…?
Zayn złapał mnie za ramiona,
spojrzał głęboko w oczy i odszedł. Najnormalniej w świecie sobie poszedł. Świat
wokół mnie zrobił się szary. Wszystko straciło sens. Gdy Nath zakończył… a
teraz on… Zrobiło mi się słabo. Upadłam na kolana. To koniec. To po prostu jest
koniec. Dopiero teraz mój mózg coś mi przypomniał. Gdy Zayn odchodził, cos
trzasnęło. Coś, jakby upadło. Spojrzałam przed siebie i ujrzałam leżący na
chodniku scyzoryk. Dziwne, ale miałam ochotę… go użyć. Nigdy wcześniej, w
żadnej sytuacji nie pomyślałabym o samobójstwie. Ale teraz wiem, jak czują się
tacy ludzie. Samotni, niepotrzebni, opuszczeni… To już nie ma sensu. Moje życie
to jedna wielka pomyłka. Podniosłam się. Chwilę patrzyłam na obiekt moich
rozmyślań. Otarłam ostatnią łzę, która zmoczyła mój policzek, sięgnęłam po
scyzoryk i skręciłam w polna drogę, która prowadziła na polanę, gdzie niegdyś
siedziałam z Nath'em.
Z perspektywy Jay'a:
Zobaczyliśmy jakąś
postać, która zmierzała w stronę ani. Był to… Zayn!! No tak, pewnie, jeszcze
jego tu brakuje. Podszedł do niej… powiedział coś, co nieźle ją zaskoczyło… i
odszedł. Wtedy ona upadła klękając.
- Nie jest dobrze – powiedział
Tom.
Nagle Ania podniosła jakiś
przedmiot. Wytężałem wzrok, ale nie mogłem skojarzyć, co to takiego.
- Ej, nie wiecie, co... Skąd
wy macie lornetki?!
- Cii – uciszył mnie Max.
- Jay, nie jest dobrze…
- O co chodzi.
- Ona ma scyzoryk.
Spojrzałem w jej stronę z
przerażeniem, a ona wzięła nóż i skręciła w polną drogę.
- Cholera! – krzyknął Tom i
wybiegliśmy z samochodu zdzierając z siebie kapelusze i okulary. Musieliśmy
przebiec ponad 150 metrów. Nie, tylko nie to. Dotarliśmy. Ania stała ze
scyzorykiem przyłożonym do nadgarstka. Płakała.
- Przestań!
- Stój!!
- Chłopaki…?
- Nie rób tego. Proszę.
- Dajcie spokój. Proszę was –
powiedziała płacząc – wszystko się sypie.
- Słuchaj. Nath to przemyśli i
dotrze do niego, że zrobił najgorszą rzecz na świecie.
- Nie, Jay. Mogłam nie
przyjść. Mogłam zostać w domu i nie przychodzić na ten basen!! Nigdy byśmy się
nie poznali i nigdy by do tego nie doszło!
Z przerażeniem obserwowaliśmy
nóż. Baliśmy się najmniejszego nawet drgnięcia. Nagle, nie wiadomo skąd
przybiegł Zayn. Rzuciłem mu mordercze spojrzenie, oznaczające, żeby sobie
poszedł. On to zignorował. Podszedł do niej i wytrącił jej scyzoryk z ręki.
Przytulił ją. Miałem ochotę go od niej odciągnąć i mocno przywalić w tę jego
piękną buźkę. Nagle Tom pociągnął mnie za rękaw i kazał mi się obejrzeć.
Zrobiłem, co kazał i zobaczyłem kogoś, kogo nigdy bym się tutaj teraz nie
spodziewał. To Nathan. Patrzył na Anię i Zayn'a z bólem i poczuciem winy.
- Czyli dobrze myślałem –
powiedział i odwrócił się wracając zapewne do domu.
Zrobiliśmy to samo.
Szliśmy w ciszy. Nikt nie
ważył się tego przerywać, nikt nie chciał go pocieszać. Ostatnio wszystko się
sypie. Jeszcze nigdy nie spotkałem się z takim… kryzysem…? To są naprawdę
ciężkie chwile. Doszliśmy do domu i każdy z nas zamknął się w swoim pokoju.
Gdzie podziała się radość? Gdzie szczęście? Musimy jakoś wydostać się z tego
dołka.
Perspektywa Zayn'a:
Wracając do domu myślałem
o konsekwencjach swego czynu. Powoli dochodziłem do wniosku, że zachowałem się
jak kretyn. Jakie to było dziecinne. Boję się z nią przyjaźnić, mimo tego co do
niej czuję. Ile osób na świecie znajduje się w takiej sytuacji? I jakoś sobie
radzą. Nie jest idealnie, ale nie uciekają od problemu tak, jak ja. Chyba mnie
pogrzało. Hej… to moja ulubiona kurtka… zawsze mam w niej scyzoryk…
najwidoczniej musiał mi wypaść gdy z rozmawiałem z Anią, bo w domu jeszcze go
miałem… No nie! Żeby tylko nic głupiego nie przyszło jej do głowy. Biegłem, co
sił w nogach. Będąc na zakręcie zauważyłem ją. Skręciła w jakąś dróżkę, a
najgorsze było to, że w ręce miała mój nożyk. Zaraz za nią biegli chłopaki z
The Wanted. Przyspieszyłem i po kilku minutach byłem na miejscu. Podszedłem do niej i
szybkim ruchem wytrąciłem jej nóż z ręki. Następnie mocno ją przytuliłem.
- Przepraszam – wyszeptałem.
Z mojej perspektywy:
Już miałam przycisnąć.
Już miałam zrobić to nacięcie i patrzeć na kropelki krwi, lecz nagle nie wiadomo
skąd pojawili się chłopcy. Jay błagał mnie, żebym tego nie robiła. To na nic.
Nigdy bym o tym nie pomyślała! Nigdy! Ale los nas nie oszczędza. Coraz mocniej
zaczęłam przyciskać, gdy nagle ktoś do mnie podbiegł i przerwał tę czynność.
Mocno mnie przytulił i szepną „przepraszam”. Nath…? Czekaj… poznam te perfumy
na końcu świata. To Zayn. Poczułam narastające rozczarowanie. Chciałabym, żeby
zamiast niego, przytulił mnie Nathan. Odsunęłam się od niego.
- Zayn…?
- Wybacz mi. Ja… no sam nie
wiem, co mi strzeliło do głowy – zaśmiał się ironicznie – Zachowałem się jak
skończony egoista... Będziemy przyjaciółmi...?
Pokiwałam głową. Spojrzałam w
bok, lecz chłopców już nie było. Zayn odprowadził mnie do domu. Pożegnałam się
z nim i poszłam do siebie. Wzięłam prysznic i usiadłam na parapecie.
Wpatrywałam się w księżyc. Była pełnia.
Z perspektywy Sivy:
Przez kolejne dni nic
się nie działo. Chodziliśmy przygaszeni. Wpadł do nas Marc i mocno się zdziwił
naszym stanem emocjonalnym. Przyjechał, by powiedzieć, że piosenka robi furorę
i daje nam 3 tygodnie wolnego. Przyda nam się. Wszyscy zastanawialiśmy się, co
będzie między Anią i Nath'em. O nią najbardziej martwił się Loczek. Siedział
całymi dniami zamknięty w pokoju i rozmyślał. Tom i Max gadali z Nath'em, ale
nic to nie dawało. A ja? Czułem się dziwnie. Od jakiegoś czasu nachodziło mnie
dziwne przeczucie. Coś jakby mówiło mi, podpowiadało… postanowiłem pogadać o
tym z Loczkiem.
- Masz chwilę?
- Mhm.
Usiadłem obok niego na łóżku.
- Jay… wiesz, że najlepiej
rozumiesz każdego z nas.
- Coś się stało?
- Nie. To znaczy, tak. To
znaczy…
- Seev.
- Uhh. Coś się stanie.
- Słucham?
- Mam przeczucie. Już od kilku
dni coś za mną chodzi. Po prostu czuję, że wydarzy się coś niedobrego.
- Przeczucia czasem się
sprawdzają.
- Nie wiem co robić.
- A co możesz zrobić? Musisz
poczekać. Albo to „coś” minie, albo ujrzy światło dzienne.
- Oby to pierwsze. A… co u
ciebie?
- A co u Ani?
- No tak…
- A ona wie, że… że wtedy Nath
widział ją z Zayn'em…?
- Nie mam pojęcia…
Więcej nikt nic nie
powiedział. Siedzieliśmy tak w ciszy i patrzyliśmy się przed siebie. Nikt nie
chciał tego mówić na głos, ale było źle.
Z mojej perspektywy:
Obudziłam się z
dziwnym uczuciem. Zignorowałam je i poszłam wykonać poranne czynności. Włożyłam
pierwsze lepsze ciuchy. Przez ostatnie kilka dni siedzieliśmy każdy w swoim
pokoju. Nie rozmawiałam z Nathan'em, choć bardzo chciałam. Postanowiłam zrobić
to dzisiaj. Zapukałam i weszłam. Chłopak siedział przy laptopie. Zdziwił się na
mój widok.
- Hej.
- Ymm, Hej.
- Chciałam… pogadać…?
- Siadaj – powiedział
wskazując na kraj łóżka.
Zrobiłam, co kazał.
- Co u Zayn'a?
- Nie rozumiem…
- Nie jesteście razem…?
No tym to mnie zaskoczył.
- Słucham?
- Po tym, jak uratował cię
przed samobójstwem. I jak cię przytulił…
- …widziałeś? – byłam w szoku.
On tam był. On to widział. On…
- Widziałem. Chłopaki
pojechali za tobą, a ja zostałem z Seev'em. Wymknąłem się i ruszyłem za tobą.
Mijając tę drogę, zobaczyłem chłopaków. Pomyślałem, że tam gdzie oni, tam
musisz być i ty. Poszedłem tam i zobaczyłem, jak Zayn cię „ratuje” i…
- Ja… nie wiedziałam…
- A co by to zmieniło?
- Myślałam, że to ty…
- Przepraszam za to, co
powiedziałem. Dopiero potem dotarło do mnie, jak cię zraniłem. Czy… wrócimy do
tego, co było…?
Nie zdążyłam nic powiedzieć,
bo chłopak mocno mnie przytulił. Teraz już wszystko będzie dobrze!! Nagle Jay
wparował do pokoju. Gdy nas zobaczył, na jego twarzy pojawił się uśmiech,
którego tak bardzo mi brakował. Pobiegł po Max'a, Toma i Sivę. Wszystko wróciło
do normy!! Jaka byłam szczęśliwa. Nagle usłyszeliśmy dzwonek do drzwi.
Zaoferowałam się, że otworzę i pobiegłam na dół.
________________________________________________________
Ta daaam!! Proszę ;** Dziękuję za poprzednie 8 komentarzy!
Rozdział dedykuję:
Anku ;D - Kochanie ty moje!! Obiecuję Ci, że oni będą razem ;) Będą... ups wygadałam się ;D
ale nic się nie bój ;* Będzie gitowo :) Nie denerwuj się, ja już do Ciebie jadę z załogą chirurgów ;) Będzie dobrze. Kocham Ciebie i te Twoje błyskawicznie podnoszące mnie na duchu komentarze!! Buziaki dla Roślinki mojej kochanej!! ;**
ale nic się nie bój ;* Będzie gitowo :) Nie denerwuj się, ja już do Ciebie jadę z załogą chirurgów ;) Będzie dobrze. Kocham Ciebie i te Twoje błyskawicznie podnoszące mnie na duchu komentarze!! Buziaki dla Roślinki mojej kochanej!! ;**
Najlepsza
piosenka - klikamy i głosujemy na Glad You Came TW!! Wygłosowaliśmy, że są
najlepszym zespołem, to zróbmy to samo z ich gorącym hitem!! Do dzieła
;**
niedziela, 29 lipca 2012
Rozdział 62
Zespół patrzył się na
mnie z niedowierzaniem w oczach. Martwą ciszę przerwał głos z TV.
Ania203 - Dziękuję za komentarz i przemiłe tweetowanie ;** Nie bój nic, wszystkie żaby wyginą!! ;D
- A teraz News, o którym huczy
cały Londyn! Wczoraj jeden z naszych fotoreporterów sfotografował członka
zespołu The Wanted Nathan’a Sykes’a przechadzającego się po centrum z
nieznajomą pięknością cały czas trzymających się za ręce. Czyżby znalazł sobie
dziewczynę? I czy to ta jedyna? Jak czują się zakochane w nim fanki? Postaramy
się jak najszybciej rozwiązać te pytania drążące wasze głowy. Oglądajcie nas!
Świetnie. Zaczęło się.
Podniosłam głowę i spojrzałam na chłopaków. Teraz to mieli na twarzy wymalowany
szok. Zdziwieni wpatrywali się w ekran telewizora, który znajdował się za moimi
plecami.
- Na tych zdjęciach…
- Czy… czy ty…
- Tak. To ja jestem na tych
zdjęciach i tak jestem z Nath'em…
- Po tym, co się stało…
- Nie mam zamiaru zrywać. Chcę
to wyjaśnić.
- Nie wiedzieliśmy, że wy…
- Nic się nie stało – uśmiechnęłam
się – Jeszcze raz dziękuję za wszystko.
- Odwieźć cię? – zapytał Niall
po chwili namysłu.
- Nie chcę robić kłopotu…
- Nie robisz. Odwiozę cię.
- Zrobiłbym to, ale muszę coś
załatwić na mieście – odpowiedział szybko Zayn.
Uśmiechnęłam się.
- To jedziemy – wyszczerzył
się.
Mulat zmusił mnie, żebym
wzięła jego kurtkę, „bo się przeziębię”. No nic. Ubrałam ją, podziękowałam
chłopakom za wszystko (po raz kolejny) i razem z blondynkiem udaliśmy się do
domu. Jechaliśmy w ciszy.
- Gdyby kiedykolwiek,
cokolwiek się działo to możesz na nas liczyć – powiedział, gdy dojechaliśmy na
miejsce.
- Dzięki.
- Nie ma sprawy. Do zobaczenia.
- Do zobaczenia –
odpowiedziałam z uśmiechem i udałam się w stronę domu.
Stanęłam przed furtką i
wzięłam głęboki wdech. Wszystko przeleciało mi przed oczami. 3… 2… 1… Ruszam.
Spokojnym krokiem zmierzałam do domu. Będąc przy drzwiach niepewnie nacisnęłam
klamkę i weszłam. Dochodziła 12:00, a tu cisza i spokój. Wzruszyłam ramionami.
Zamknęłam za sobą drzwi i ruszyłam do pokoju.
- Marta! Czekaj, pomogę wam z
zaku… Ania!! – krzyknął Jay zbiegając po schodach.
Podszedł do mnie i mocno
przytulił. Odwzajemniłam się tym samym, a po moim policzku spłynęła pojedyncza
łza. Po chwili pojawiła się przy nas reszta zespołu. Spojrzałam przed siebie i
mój wzrok napotkał… Nath'a stojącego z boku. Jego twarz wyrażała ból. Nagle
wszystkie wspomnienia powróciły. Jay wypuścił mnie z objęć i zrobiło się tak
jakoś cicho. Zauważyłam, że Siva chce coś powiedzieć, więc mu przerwałam. Nie
chciałam teraz słuchać, jak to było. Nie teraz.
- Ja… pójdę się przebrać… -
powiedziałam i pobiegłam do pokoju.
Po policzkach spływały kolejne
łzy. Wszystko powróciło. Nie chciałam znów czuć, jak pochłaniają one całą moją
radość. Miałam ich dość. Wbiegłam do pokoju trzaskając drzwiami. Osunęłam się
po nich i zaczęłam myśleć. O tym, co było, co przeżyłam, czego doświadczyłam.
Myślałam o tym, co będzie jeśli porozmawiam z Nath'em, lub co będzie, jeśli z
nim nie porozmawiam. Otarłam policzki i poszłam wziąć prysznic. Wybrałam
pierwsze lepsze ciuchy z szafy, uczesałam się i wyszłam z pokoju. Nie wiedziałam,
gdzie iść. Moje nogi wręcz przeciwnie i poniosły mnie pod pokój Nathana.
Zapukałam. Chłopak zaprosił mnie i weszłam. Rozejrzałam się po pokoju
przywracając wspomnienia. Spojrzałam na chłopaka. Był spięty i zdenerwowany.
Niepewnie podniósł się z łóżka.
- Ania…
- Przyszłam porozmawiać…
- Przemyślałem sobie wszystko
i… będzie lepiej dla ciebie, jeśli to zakończymy. Nie powinienem narazić cię na
takie coś. Nie zasługujesz na to. Popełniłem błąd, który mnie nauczył, że… nie
jestem dla ciebie odpowiedni. Ty nie możesz przeze mnie cierpieć. To co
zrobiłem, nawet po pijaku nie powinno się zdarzyć. Nigdy. Uwierz, tak będzie
lepiej. To… koniec.
Kolana się pode mną ugięły,
każda minuta zamieniała się w wieczność. To jakiś sen. T-to nie może… być
prawda. Po raz kolejny dzisiaj łzy paliły mi policzki. Moje serce rozpadło się
na maleńkie kawałeczki, które od teraz ni jak do siebie nie pasują.
- Nath… - szepnęłam.
Nic więcej nie przeszło mi
przez gardło. Wyszłam z pokoju. „To koniec”. Te słowa krążyły mi po głowie.
Oszołomiona wyszłam z domu. Nie wiedziałam, co robię, ani gdzie idę. Chcę z
kimś porozmawiać. Muszę z kimś porozmawiać. Dlaczego… ja... chciałam
porozmawiać… zrozumieć… Czy zapas wody nigdy mi się nie skończy? Ile jeszcze
będę musiała przepłakać?
Z perspektywy Jay'a:
Siedzieliśmy sobie w
kuchni. Było trochę sztywno, po tym wczorajszym zajściu, ale dało się to
wytrzymać. Czekaliśmy, co wyniknie z rozmowy Ani i Nath'a. Nie kłócili się. To
dobrze. Po jakichś 4 minutach dziewczyna wyszła z domu. Wyjrzeliśmy przez okno
i zobaczyliśmy ją. Wyglądała trochę dziwnie. Szła przed siebie… ze spuszczoną
głową…
- Cholera! – krzyknął Max i
pobiegliśmy do Młodego.
- Coś ty jej powiedział?!
- Dajcie spokój – powiedział
cicho.
- Ej! Chyba nie…
- Zerwałeś!?! – dokończył
Seev.
- A co miałem zrobić? Nie
chcę, żeby przeze mnie cierpiała.
- Teraz to dopiero będzie
cierpieć idioto!
- Już któryś raz coś jest nie
tak, jak nie impreza, to teraz to. Nie chcę, by kiedykolwiek się mnie bała
przez to, co wczoraj się tu stało. Nie chcę, żeby uważała na każdy mój ruch.
Rozumiecie?
- Młody! Co ci się dzieje!
Wiesz, co ona przeżywała? Wiesz, ile się zbierała, żeby wyznać ci, co czuje?! A
teraz, gdy wszystko się zaczęło układać, ona przychodzi do ciebie, słyszysz? Do
ciebie, po tym, co się wczoraj stało ONA PRZYCHODZI DO CIEBIE!! Stara się
zrozumieć, a ty? Nie poznaje cię wiesz?! – darł się Jay.
- Ja…
- Ty już lepiej nic nie mów!
Najlepiej w ogóle się do mnie nie
odzywaj!
Wyszliśmy z jego pokoju.
- Trzeba za nią jechać. Nie
chcę jej teraz nic wmawiać, ani tłumaczyć, ale ona nie bardzo wie, co robi –
powiedział Max.
- Ja zostaję. Głowa mnie
jeszcze boli, a zresztą młodego trzeba pilnować – powiedział Seev, na co z chęcią
się zgodziłem.
- OK. To my jedziemy.
Wsiedliśmy do mojego samochodu
i ruszyliśmy w kierunku dziewczyny. Wcześniej chłopaki założyli jakieś
kapelusze (nie wiem, skąd oni je wydarli ) i okulary, żeby Ania nie
pomyślała, że ją szpiegujemy. Wyglądało to dosyć idiotycznie, ale na szczęście
nasza ulica była mało ruchliwa. Jechaliśmy spokojnie. Gdy ją zobaczyliśmy, szła
w kierunku… domu One Direction. Wjechaliśmy na parking umieszczony przy parku.
Świdrowaliśmy ją wzrokiem. Nie chciałem, by zrobiła coś głupiego. Usiadła na
ławce.
Perspektywa Nath'a:
Po jakichś 10 minutach
przyszedł do mnie Seev. Typowe. Jay boi się, że pójdę za Anią, albo zrobię coś
głupiego… ale szczerze mówiąc, po jego słowach coś we mnie drgnęło… Cholera... Co
ja zrobiłem? Boże, co ja zrobiłem?! Stałem przy oknie i nerwowo zaciskałem
dłonie. Powoli do mnie docierało, że zraniłem ją najbardziej, jak tylko mogłem.
Jay ma rację. Ja sam siebie nie poznaję…
- Jak mnie boli głowa, aałaa –
jęczał mulat.
- …Wiesz co? Przyniosę ci
tabletkę. Tak. Przyniosę ci, a ty tu leż. Odpocznij – wyszczerzyłem się i
powoli, spokojnie, wyszedłem z pokoju.
Zamknąłem drzwi i co sił w
nogach zbiegłem na dół. Po drodze zabrałem dres i wybiegłem na ulicę. Nie wiem
czemu, ale ruszyłem w prawą stronę. Chcę to cofnąć. Muszę to cofnąć. Jestem dupkiem!!
Idiotą!! Co we mnie wstąpiło?! To przez to całe zamieszanie z One Direction… jestem
zazdrosny o tego Zayn'a. Nigdy go nie lubiłem! Nie wiem czemu, ale zacząłem
myśleć, że już się jej znudziłem, że woli jego ode mnie… Eh sam w to nie
wierzę.
W domu 1D.
Perspektywa Zayn'a:
Siedziałem w salonie
przy włączonym TV, ale wcale go nie oglądałem. Myślałem. Ta dziewczyna… Ona
jest niesamowita! Ale co z tego? Kocha Nath'a i tak zostanie. W pewnej chwili do
pokoju wkroczyła reszta zespołu. Byli nazbyt pewni siebie. Ciekawe, co tym
razem. Hazz wyłączył telewizor i usiedli naprzeciw mnie.
- Możecie się tak na mnie nie
gapić…?
- Przesłuchiwany? – zapytał
Louis nie zważając na to, co powiedziałem.
- Zayn Javadd Rogan Josh Malic
– wyczytał Liam.
- Eee… co to ma być?
- Powód przesłuchania?
- Podejrzenie zadurzenia się w
pewnej osobie płci przeciwnej.
- Więc. Czy czuje pan coś do
jakiejkolwiek dziewczyny…? – zapytał Harry.
- Buhahah, no co wy, chłopaki
nie róbmy sobie żartów haha…
- ?
- Eh… no, macie rację...
- Zapisz – szepną Niall.
- Kto to jest?
- …Ania…
________________________________________________________
Może być...? Wczoraj doznałam natchnienia i mam nowe pomysły, które ujrzą światło dzienne, lecz jeszcze nie wiem kiedy. Za tydzień wyjeżdżam... ;( Nie chcę się z Wami rozstawać na tak długo ;( Muszę to przeżyć.
Rozdział dedykuję:
Subskrybuj:
Posty (Atom)


