niedziela, 3 czerwca 2012

Rozdział 34

                 Pewnego wieczoru strasznie mi się nudziło. Miałam ochotę zrobić coś głupiego, a zarazem szalonego. Przedtem pogadałam z Martą i Jane i zwierzyłam się im, że zakochałam się w Nathanie. Poczułam się trochę lepiej, bo w końcu były dziewczynami i mniej więcej rozumiały, co czuję. Chodziłam w kółko po pokoju i czekałam, aż mnie olśni. Znudziło mi się to maszerowanie, więc usiadłam na obrotowym krześle przy biurku i obracałam się. Po paru okrążeniach zatrzymałam się i zaczęłam błądzić wzrokiem po suficie. Nagle utkwił on na nieznanym mi przedmiocie leżącym na szafie. Podniosłam się, przysunęłam do niej krzesło, wspięłam się po nim i ujrzałam spory zwój liny. „To tylko zwykły sznur” – pomyślałam. Stojąc na krześle, oparłam się plecami o szafę i spojrzałam na balkon. W tym momencie doznałam oczekiwanego olśnienia. Wzięłam linę, zeskoczyłam z krzesła i wyszłam na balkon. To będzie wyjście w wielkim stylu. Zamiast normalnie, po ludzku wyjść drzwiami, to mi zachciało się balkonem. Zejdę po cichu, chłopaki spokojnie pójdą spać, a ja pozwiedzam sobie dokładnie ich ogród, bo wcześniej jakoś nie było okazji. Solidnie przywiązałam linę do barierki balkonu i spuściłam ją w dół. Wzięłam torbę, do której włożyłam szkicownik oraz parę kredek i przeszłam na drugą stronę barierki. Mocno chwyciłam się liny i powoli zsunęłam się po niej. Gdy byłam już na dole, chciało mi się śmiać z siebie samej. Jeszcze nigdy nie wpadłam na taki pomysł. Wiem, jestem zdrowo kopnięta przez życie, ale cóż poradzisz?
Nogi niosły mnie przed siebie, a ja doszłam do wniosku, że cieszę się z tego, jaka jestem. Trochę zamknięta w sobie i nieśmiała, ale zwariowana i szalona. Nie miałam zamiaru dostosowywać się do szarej rzeczywistości. Takich dziewczyn, jak my jest mało, ale wyjątki są potrzebne, by świat był bardziej kolorowy.
                  W pewnym momencie zatrzymałam się. Nad moją głową zapaliła się energooszczędna świetlówka firmy OSRAM. Wpadłam na kolejny pomysł. Myślami wróciłam do pamiętnego dnia, gdy Nathan pokazał mi „urok” mostka. Wróciło także to, co działo się później – porwanie, Angelika, nóż… Ale nie przejmowałam się tym. Zatrzymali ją i nic mi nie grozi. Pomyślałam, że gdzieś tu musi być jakiś włącznik. Odszukałam go między kwiatkami i uruchomiłam oświetlenie. To była ¼ mojego planu. Światło było mi potrzebne do tego, by nie zabić się podczas… pływania! Postanowiłam zażyć kąpieli w jeziorku. Pewnie chłopcy zarazili mnie tym „szaleństwem”, bo wcześniej takich objawów nie przejawiałam. Podeszłam do mostka i napawałam się pięknym widokiem. Odłożyłam torbę i ściągnęłam buty oraz dres. Zostałam w samym T-shircie oraz krótkich spodenkach i taka wskoczyłam do jeziora. Woda była idealna. Nie mogłam się tym nacieszyć. Wynurzyłam się, by wziąć głęboki oddech i ponownie zanurkowałam. Czułam się, jakbym była częścią tego miejsca. Jakby moje ciało i jezioro było jednością. Przemierzałam dno napawając się ciepłym blaskiem żaróweczek. Chciałam, by ta chwila trwała wiecznie. Później, zmęczona wyszłam na brzeg i usiadłam na mostku. Było mi ciepło w tyłek dzięki żarówkom, które wydzielały ciepło. Wzięłam szkicownik i zaczęłam rysować to, co zobaczyłam na dnie.

Z perspektywy Nathana:
  
                 Tego dnia dopadł nas syndrom antyszaleństwa. Nic, ale to kompletnie nic nie chciało nam się robić. Gadaliśmy sobie o byle czym. Tylko czekałem, aż któryś z nich zapyta o Anię, gdyż to było więcej niż pewne. No i się doczekałem.
- Kiedy masz zamiar jej powiedzieć? – zapytał Seev.
- Kiedyś…
- Chłopie! Trochę ogaru. Ona na ciebie czekać nie będzie.
- Czekać?
- Yyy… A jeśli ona też cię kocha? To być może czeka, aż jej powiesz.
- A jeśli nie?
- Co za pesymista – skwitował Jay.
- Realista, jak już – poprawiłem go.
- Będziesz żałował. Spotka jakiegoś kolesia, albo, co gorsza pozna One Direction i …
- O nie! Nie dopuszczę do tego. Te lalusie nie przewrócą jej w głowie, nie pozwolę na to.
- Spokojnie.
- Haha! Olśniło mnie! – krzyknął Tom.
- Coś wydumał?
- Od teraz, czyli… od 20:17 dzisiaj do 20:17 w środę masz jej powiedzieć, co czujesz. Jeśli nie, my jej to powiemy.
- Ej no, nie!! Powiem jej… w odpowiednim czasie…
- Masz 3trzy dni, chyba się wyrobisz.
- Mieliśmy się nie wtrącać i nawet tego aż tak bardzo nie robimy, ale Nath, to już przesada. Przyzwyczaisz się do tego, że ukrywasz to uczucie do niej i między wami narodzi się TYLKO I  WYŁĄCZNIE przyjaźń.
- No wiem, wiem. Wcale nie uważam, że się wtrącacie – zrobiłem smutną minę.
- Jakoś z Rebecą nie było tak źle – powiedział Max.
- Ona to co innego. Do Ani czuję coś… coś mocniejszego.
- A zresztą, to Rebeca wyznała młodemu co czuje, a on tylko przytakną.
- Idź z nią pogadaj. No idź. Nawet o byle czym, ale pogadaj.
- Niech wam będzie – powiedziałem i wyszedłem z pokoju, udając się do Ani.

_______________________________________________________
Proszę bardzo ;) Zdradzę, że zbliża się niespodzianka... :D Mam nadzieję, że się spodoba ;)
Anku ;D - Twój ostatni komentarz wywołał u mnie potok łez. Gdy go czytałam, nie wierzyłam, że jest skierowany do mnie ;) Moje serduszko cieszyło się ogromnie!!! Jeszcze nikt nigdy nie powiedział ( a raczej napisał ) mi czegoś tak pięknego ;) I masz rację. Określenie zachwycające nie oddaje w pełni tego, co wywołują. Są one podnoszące na duchu, wywołujące wzruszenie, niepowtarzalne, cudowne, piękne, fenomenalne... Długo by wymieniać. KOCHAM CIĘ :******
Dedykuję:
GFox1619 - cieszę się, że jesteś kolejną osobą, która jakimś przypadkiem znalazła mojego bloga i, że Ci się spodobał!!! To jest dla mnie najważniejsze, że są osoby, które to czytają i podoba im się to. Między innymi Ty jesteś taką osobą, której serdecznie dziękuję!!! :**** Kocham Cię i jestem wdzięczna za wszystkie komentarze ;***


Tym razem Max ;**

sobota, 2 czerwca 2012

Rozdział 33

- Nie wysilaj się. Wszystko słyszałem. Teraz! – krzyknąłem i przybyli na miejsce policjanci przybiegli do nas i rozkazali każdemu paść na ziemię.
Cały czas obserwowałem co dzieje się z Anią. Angelika wypuściła ją i dziewczyna upadła. Nie mogłem się ruszyć, przez policjanta, który stał nade mną z pistoletem. „A co mi tam” – pomyślałem i podbiegłem do niej. Zrobiło się przez to małe zamieszanie, ale nie przejmowałem się tym. Podszedłem do niej i powoli pomogłem jej wstać. Była cała zapłakana. Nie mogłem patrzeć na to, jak ona cierpi. Delikatnie ją przytuliłem i szeptałem do ucha, że już po wszystkim, że będzie dobrze. Ania objęła mnie i rozpłakała się na dobre. Chciałem zapewnić jej ochronę i bezpieczeństwo. Chciałem być blisko niej. Zawsze.
Policjanci zabrali Angelikę do radiowozu, a ja i Seev powoli zaprowadziliśmy Anię do jadalni, gdzie miał czekać lekarz. Gdy weszliśmy, Marta i Jane zaczęły wypytywać chłopaków, co się stało. Tymczasem ja przyniosłem Ani szklankę wody. Po chwili przyjechał lekarz.

Z mojej perspektywy:

                  W pewnej chwili zamilkła, bo ktoś krzyknął, żeby mnie zostawiła. Po głosie poznałam, że to Nathan. Musiała się ujawnić, nie miała innego wyjścia. Szarpnęła mną i nóż bardziej wbił mi się w szyję. Czułam, jak krew spływa po moim dekolcie i wpija się w bluzkę. Wyszłyśmy z zarośli. Dziewczyna zaczęła szydzić z Nath'a, że nic jej nie zrobi, bo jest sam. Ten zaświecił lampy i naszym oczom ukazało się całe The Wanted. Gdy Angelika zaczęła mu wciskać, że go kocha, a mi chodzi tylko i wyłącznie o pieniądze, to miałam ochotę jej porządnie przywalić. Na szczęście chłopak jej nie uwierzył i na jego znak weszli policjanci. Wszystko działo się szybko. Padliśmy na ziemię, Nathan podbiegł do mnie i pocieszał, policjanci zakuli Angelikę, a Seev pomógł chłopakowi zaprowadzić mnie do domu. Podali mi szklankę wody i po chwili przyjechał lekarz. Mało pamiętam, bo głowa mnie okropnie bolała. Wiem tylko, że lekarz oczyścił i zdezynfekował mi ranę, a następnie przypisał jakieś maści. Później jakiś cudem resztkami sił umyłam się i poszłam spać.

Z perspektywy Nath'a:

                  Lekarz pooglądał jej szyję i przypisał jakieś lekarstwa. Gdy już odjechał, natychmiast udałem się do apteki, by je wykupić. Gdy wróciłem, policji już nie było. Tom wyjaśnił, że jutro mamy się stawić na komisariacie aby złożyć zeznania. Powiedzieli też, że skoro nawet oni widzieli całe zajście, proces nie będzie potrzebny. Byliśmy zmęczeni, więc szybko poszliśmy spać.
                  Rano wstaliśmy wcześnie. Marta i Jane na śniadanie przygotowały kanapki i herbatę. Zaniosłem je Ani, gdyż nie chciałem, żeby przymusowo schodziła na dół. Uchyliłem drzwi. Jeszcze spała. Ostrożnie położyłem tacę na stoliku obok łóżka. W pewnej chwili dziewczyna obudziła się.
- Ał – skrzywiła się.
- Dzień dobry. Obudziłem cię, przepraszam.
- Nath? Nie, nie obudziłeś mnie. A tak w ogóle, co ty tu robisz?
- Przyniosłem ci śniadanie.
- Dziękuję, ale nie trzeba było – uśmiechnęła się.
- Nie ma sprawy. Tutaj masz maści – wskazałem na pudełeczka, które wziąłem ze sobą – Wykupiłem ci jeszcze wczoraj.
- Dziękuję.
- Ja będę leciał. Musimy jeszcze wpaść na komisariat, a potem do studia. Postaram się szybko wrócić. Narazie.
- Pa – odpowiedziałem, posłałem jej ciepły uśmiech i wyszedłem.

Z mojej perspektywy:

                 Rano Nath przyniósł mi śniadanie. Ucieszyłam się na jego widok. Pogadaliśmy troszkę i pojechał z chłopcami na komisariat. Gdy wrócili, przyszli do mojego pokoju.
- Hej.
- Cześć – uśmiechnęłam się.
- Jak tam twa zacna szyja? – zapytał Tom.
- Dobrze, dziękuję. Chłopaki, ja tak sobie pomyślałam, że…
- Że?
- …że powinnam wrócić do domu. Jestem po prostu jak jakiś magnes na kłopoty. Cały czas coś się dzieje, odkąd mnie poznaliście.
- Ale nikt tak nie twierdzi – pocieszał mnie Nath.
- No właśnie. Nie myśl sobie, że sprowadzasz na nas kłopoty. O nie! To po prostu zbieg okoliczności. Mówię ci.
- A zresztą, trochę zamieszania nam nie zaszkodzi.
- Naprawdę?
- No pewnie.
Cieszyłam się, że tak myślą. Gryzło mnie to, więc wolałam się im wygadać. Porozmawialiśmy jeszcze chwilkę i chłopcy wrócili do siebie.
                  Tak zleciało nam następnych kilka dni. TW wyjeżdżało na nagrania, a ja zostawałam z dziewczynami. Chłopcy wytłumaczyli mi, co dokładnie stanie się z Angeliką i czemu nie będzie procesu. Dziewczyna dostała trzy lata w zawieszeniu do lat pięciu, a moja rana powoli się zagoiła.

_______________________________________________________
no i proszę ;) Dziękuję że tak ciepło przyjęliście te 2 rozdziały ;)
Kinia*** - jeszcze raz mnie przeprosisz to nakopię ci do 4 liter. MNIE SIĘ NIE PRZEPRASZA!!!!!! Kocham Cię za to, że czytasz, a wiem że czytasz, bo za każdym razem mnie przepraszasz, że nie dodałaś koma. A dla mnie najważniejsze jest to, że oczywiście czytasz, a komentarz to tylko taka wisienka na torcie ;*** Kocham Cię :*:*:*:*
Anku ;D - no kocham te Twoje zwariowane komentarze ;** Nie wiem skąd Ty bierzesz tak rozmaite pomysły na nie. Kocham Cię!!!!:*:*:*:*:*:*:*
Dedykuję:
edussss - Dziękuję że czytasz i komentujesz ;*** Dziękuję, że jesteś wiernym obserwatorem mego bloga ;**. Jeszcze raz DZIĘKUJĘ Kocham Ciebie ;***


piątek, 1 czerwca 2012

Rozdział 32

- A więc tak – zaczął Jay – Najlepszy jest atak z zaskoczenia.
- Ale my mamy wiać, a nie atakować – zauważył Seev. Naradzaliśmy się, jakby to była wojna.
- No wiem, ale my uciekniemy im w najmniej spodziewanym momencie. Rozdzielimy się.
- Ja pobiegnę głównym wyjściem – powiedziałam.
- A my tylnym.
- Ukryję się pod wierzbą – zakomunikowałam.
- To my koło mostka. Jeśli by dopadli kogoś z nas, wysyłamy esa do reszty, kto nas złapał i gdzie prowadzi.
- Okej.
- Na trzy, uciekamy. Raz… Dwa… TRZY!!!
W tym momencie cała nasza trójka wybiegła z domu. Dopiero po chwili Nathan zorientował się, że daliśmy nogę. Biegłam najszybciej jak umiałam. Dotarłam do jeziorka i ukryłam się za ławką obok wielkiego krzewu. Odpoczywałam, głośno dysząc. Nagle ktoś zatkał mi usta dłonią i wciągnął między zarośla.

Z perspektywy Nathana:

                 Naradzaliśmy się, gdy nagle nasze ofiary zaczęły uciekać. Uzgodniliśmy tylko, że puścimy sobie sygnałka, jeśliby coś się działo. Zdążyłem jeszcze powiedzieć, że ja pobiegnę za Anią i ruszyliśmy w pościg. Niestety, zgubiłem ją. Rozglądałem się i rozglądałem. Po piętnastu minutach zadzwonił Max, iż złapali Seev'a i Jay'a. Pobiegłem do nich.
- Mamy was – powiedziałem.
- Nie uzgodniliśmy paru małych szczegółów.
- Jakich?
- No, gdzie mamy się udać, by wam uciec i wygrać, jakie chwyty są dozwolone, co…
- Oj tam – przerwał Loczkowi Tom.
- Ej! Zabiłeś pół jednorożca – żalił się Siva.
- Nie płacz. Zaraz go odtamuję.
- A gdzie Ania? – zapytałem.
- Czyli jeszcze nie przegraliśmy.
- Minęło dobre pół godziny, powinna nam wysłać SMS-a.
- To jest dziwne.
- Nie mówiła gdzie pobiegnie?
- Wspominała coś o wierzbie.
- Chodźmy.
Ruszyliśmy do jeziorka. Zatrzymaliśmy się. Nie wiadomo skąd dobiegał ledwo słyszalny, niezrozumiały szept. Bezszelestnie podeszliśmy do ławki.

Z mojej perspektywy:

                 Ktoś związał mi ręce mimo, iż się szarpałam. Przestałam, gdy przyłożono mi nóż do gardła.
- A teraz słuchaj kochana – usłyszałam kobiecy głos – masz być cicho, bo nie ręczę za siebie.
Pokiwałam głową na znak zgody. Byłam przerażona, lecz nie dałam się ponieść emocjom. Mimo to, w oczach miałam łzy - Myślisz, że pokrzyżujesz moje plany? Chyba śnisz. Nath jest mój i tylko mój – zdawało mi się, że już gdzieś ten głos słyszałam. Dziewczyna zabrała rękę z moich ust.
- Ale o co ci chodzi? – zapytałam szeptem.
- Nie udawaj. Cały czas stajesz mi na drodze. Pchasz się tam, gdzie nie trzeba. Ale to się zmieni. Gdy chłopcy wrócą do domu zmęczeni poszukiwaniami, zabiję cię. Tak, dobrze słyszałaś. Lecz zanim to zrobię, napiszesz pożegnalny list, że problemy osobiste, takie tam pierdółki. Twoje ciało wrzucę do jeziorka. Będzie to wyglądało na samobójstwo. Wtedy na scenę wejdę ja. Zacznę go pocieszać, troszczyć się o niego. On zaufa mi, zakocha się i będę bogata.
Wciąż nie wiedziałam kto to. Po policzkach spływały mi łzy, a po szyi strużka krwi.

Z perspektywy Nath'a:

                 Podeszliśmy na palcach do wielkiego krzewu. Teraz szepty były bardziej słyszalne. To była jakaś dziewczyna… która porwała Anię i chciała ją zabić!! Pokazałem Tomowi gest, by zadzwonił na policję. Sam chwyciłem za włącznik znajdujący się na murze.
- Hej! Wiemy, że tu jesteś, zostaw ją!
Cisza. Dziewczyna nie miała wyboru, musiała się ujawnić. Po chwili wyszła z zarośli. Było ciemno, więc nie widziałem kto to, lecz dało się zauważyć sylwetki dwóch osób.
- Zostaw Anię!
- Bo co? Grozisz mi? Jesteś tu sam, nic nie zrobisz. Co, koledzy cię zostawili? A to pech. Zaraz już nie będzie czego…
- Zamknij się! – krzyknąłem i uruchomiłem włącznik, który zapalił lampy ogrodowe wokół jeziorka i małe żarówki porozwieszane na niektórych gałązkach wierzby. Kiedy zobaczyłem, kto za tym stoi, zaniemówiłem.
- Angelika?! – krzyknął zdziwiony Jay.
- Jak widzisz, nie jestem sam – powiedziałem i serce mi pękło, gdy zobaczyłem Anię z nożem przy gardle i strużką krwi wydobywającej się spod niego.
- Puść ją! – rozkazał Max.
- Nie! Nathan, posłuchaj. To ja cię kocham. Gdy cię pierwszy raz ujrzałam, zakochałam się w tobie. A ona? Powiedziała mi, że jej chodzi tylko o pieniądze!!

_______________________________________________________
Ten, jak i poprzedni rozdział dedykuję osobom wymienionym pod postem "3000!!!" oraz wszystkim czytaczom ;***



Rozdział 31

Z perspektywy Nath'a:

                 Ania poszła się przejść, więc zaczęliśmy grać w piątkę. Gdy tylko usłyszeliśmy, że wyszła, chłopaki zerwali się.
- No, Młody, na co czekasz?
- Ale co…
- No idźże za nią!
- Hej, spoko… - nie dokończyłem, bo zaczęli mnie pchać.
- Ubieraj buty i idź.
- Idę, idę. Spokojnie. Sam o tym pomyślałem, żeby iść za nią.
Założyłem buty i z hukiem wybiegłem tylnymi drzwiami.
- Hej! Mogę się z tobą przejść? – krzyknąłem.
- Jasne! – odpowiedziała.
Podbiegłem do niej. Uśmiechnęła się do mnie. Boże, co ja bym dał, żeby codziennie rano widzieć ten jej cudny uśmiech. Odwzajemniłem jej się tym samym i ruszyliśmy przed siebie. Chciałem jej wyznać, co czuję, ale coś mi mówiło, żeby jeszcze tego nie robić. Nie mam pojęcia czemu. W zamian za to, wpadłem na pewien pomysł.
- Hmm, pokażę ci coś.
- Co?
- Zobaczysz, tylko zamknij oczy.
- No, dobrze – zrobiła to, co kazałem. Tymczasem ja pobiegłem do włącznika ukrytego między kwiatkami. Uruchomiłem go i uśmiechnąłem się na widok efektu. Wróciłem do Ani.

Z mojej perspektywy:

                  Szliśmy w ciszy. W pewnej chwili Nath wpadł na pomysł, żeby mi coś pokazać. Kazał zamknąć oczy, a sam gdzieś pobiegł. Gdy wrócił, powiedział, że już mogę otworzyć. Kiedy to zrobiłam, zaniemówiłam. Otworzyłam tylko buzię z wrażenia. Zobaczyłam… ach, co to był za widok! Nie mogłam skojarzyć, co to, gdyż było ciemno, a w dzień wszystko wygląda inaczej. Gdy podeszliśmy bliżej, zorientowałam się, że jest to ten sam mostek, który dzielił niewielkie jezioro na pół. Teraz rozbłysł blaskiem tysiąca lampek. To był fenomenalny widok. Weszliśmy na niego i dopiero teraz zauważyłam, że w deskach poumieszczane są maleńkie żarówki w różnych, pastelowych kolorach, a wszystko to przykryte było grubym szkłem, zarówno poręcz, jak i sama kładka. To było niesamowite uczucie chodząc po czymś takim. Gdy wyjrzałam przez poręcz, ujrzałam coś równie pięknego. Nie bardzo wiedziałam, jak taki efekt był możliwy, więc spojrzałam na Nath'a z otwartą z wrażenia buzią, a ten uśmiechnął się tylko i wyjaśnił, że dno jeziorka także jest pokryte szkłem, pod którym umieszczono – równie jak na mostku – maleńkie żaróweczki. Efekt był niesamowity. Mimo, iż dno pokryte było piaskiem i roślinami, w niektórych miejscach wyłaniało się miłe dla oczu światło. Wydawać by się mogło, że od takiej ilości oświetlenia mogą boleć oczy, lecz nie. Żarówki dawały pastelowy, miły dla oka blask. Spojrzałam na Nathana i zauważyłam, że cały czas przygląda mi się uśmiechając się przy tym serdecznie. Porozglądałam się jeszcze trochę i podeszłam do barierki. Staliśmy bardzo blisko siebie. Byłam szczęśliwa.
- Cieszę się, że cię poznałem – powiedział Nath - Jeszcze nigdy nie spotkałem takiej osoby jak ty.
- Dziękuję – też się uśmiechnęłam – Myślałam, że wszystkie gwiazdy są zadufane w sobie. Wy jesteście idealnym przykładem tego, że tak nie jest.
- Miło, że tak myślisz.
Teraz ja wpadłam na pomysł, żeby trochę zaszaleć. Uprzednio chciałam mu wyznać, co czuję, lecz serce błagało, żeby jeszcze tego nie robić. Stanęłam na środku mostka i powiedziałam.
- Mam pomysł.
- Tak?
- Kto ostatni przy chłopakach, zmywa przez tydzień – uśmiechnęłam się i pobiegłam w stronę domu. Nath dopiero po chwili zorientował się, o co chodzi i ruszył za mną. Słyszałam jak się śmiał.
- Ja ci dam zmywać przez tydzień!
- Nie musisz mi nic dawać!
Otworzyłam drzwi, pobiegłam do chłopców i schowałam się za Jay'em.
- Co jest – pytał zdezorientowany.
- Ja… Nath… wygrałam… pomóżcie, bo… dopadnie mnie – śmiałam się dysząc.
- Ale o co chodzi?
W tym momencie wpadł zdyszany Nathan.
- Wygrałam! Zmywasz przez tydzień.
- O nie – śmiał się.
- Hello! My nie wiemy o co kaman?! – upomniał się Seev.
- Zrobiliśmy sobie wyścig. Przegrany miał zmywać przez tydzień.
- To był faul start! Żądam rewanżu – powiedział Nath.
- Tak to się nie dogadacie.
- Podzielmy się na dwie drużyny – zaproponował Max – Ta, w której będzie Nath, będzie musiała złapać tę, w której będzie Ania.
- To ja jestem z nią – powiedział Jay.
- Ja i Tom z Nath'em.
- A ja z Anią – zarzekał się Seev.
- Dobra, dobra – powiedziałam.
- Musimy się jakoś naradzić, no nie? Skoro macie nas gonić.
- No tak.
Zarówno my jak i Nath, zaczęliśmy się naradzać.

_______________________________________________________
Proszę Was bardzo :* Taki prezencik akurat na Dzień Dziecka ^^. Co do pozostałych propozycji wymienionych w ankiecie, być mooże w odleegłeej przyszłości je wykorzystam ;)

 Biedny Jay ;)))

3000!!!

;(
Wzruszyłam się, naprawdę. Gdy dzisiaj w szkole weszłam na bloga, zaniemówiłam. Wiedziałam, że to nastąpi, ale żeby tak szybko?!?! Jestem przeszczęśliwa. Cieszę się z każdego najmniejszego wejścia na bloga, a z 3000 to dopiero mam zaciesz. Łezka się zakręciła ;(. Oczywiście nie obejdzie się bez nagrody dla WAS, o której sami zadecydowaliście, a mianowicie 2 rozdziały jednego dnia, bo to wszystko dzięki WAM. Wiem, że taka nagroda to mało. Nie mam pojęcia jak mogłabym się WAM odwdzięczyć. Przesyłam całusy wszystkim czytaczom oraz komentującym :* :* :* :* :* :* :* :* :* :*.

Dodane powyżej rozdziały dedykuję:
Kinia***
Anku ;D
zintol14
Peace;*
hilal
Ania203
olusiaa15tw
Jane
edussss
Natalia Gos
Kamilaa
GFox1619
LiNkA
oraz wszystkim czytaczom 

DZIĘKUJĘ :**********