niedziela, 20 maja 2012

Rozdział 19

Tymczasem w domu:
  
                 Nagle zadzwonił telefon policjanta. Gdy odebrał, spojrzał na mnie, jakby odkrył Amerykę. Podziękował i rozłączył się.
- Bardzo pani dziękuję za cenne informacje – powiedział i obydwoje wyszliśmy z pokoju.
- Pani Alu – zwrócił się do niej – z panią porozmawiamy sobie na komisariacie.
- Ale jak to? – zapytała zdziwiona.
- Ala, przestań. Widziałam, jak wsypywałaś coś do słoika. Oni już wiedzą.
Rzuciła mi mordercze spojrzenie. Policjanci zakuli ją w kajdanki i poprowadzili do wyjścia, gdy nagle wrócili chłopcy.

Z perspektywy chłopaków:

                 Wyszliśmy ze szpitala, ruszyliśmy do swoich samochodów i wróciliśmy do domu.
- Jesteśmy! – krzyknął Max. Weszliśmy i zobaczyliśmy trzech policjantów prowadzących Alę zakutą w kajdanki.
- Dzień dobry. My właśnie wychodzimy – powiedział komisarz.
- Gdzie? Yyy, jak to?
- Pani Ala jest oskarżona o umyślne usiłowanie zabójstwa – tłumaczył jeden z policjantów.
 - Umyślne? – zapytał Nathan – Ala, powiedz, że to nie prawda – spojrzał na nią, a ona tylko odwróciła wzrok.
- Za co? – krzyczał Jay.
- „Za co?” – odpowiedziała Ala – Kiedyś rozmawialiście z nami, interesowaliście się, co u nas. A odkąd ona tu jest o nic nie zapytaliście!
- Zwariowałaś? Nawet doby tu nie mieszkała, a ty już wyobrażasz sobie nie wiadomo co. Już nam dziewczyny do domu przyprowadzić nie można?
- Ty suko – rzucił Nath – mogłaś ją zabić! – chciał ją uderzyć, lecz w porę go złapaliśmy.
- Wynoś się! – krzyczał – Spieprzaj z mojego, z naszego życia!
- Nath! Do cholery uspokój się!
- Przepraszamy za niego. Jeśliby panowie czegoś potrzebowali, to – Tom podał kartkę komisarzowi – proszę dzwonić, tu jest mój numer.
- Dziękujemy. Do widzenia, miłego dnia - powiedział policjant i wyszli.
- Nawzajem, my również dziękujemy, do widzenia.
Nastała niezręczna cisza. Patrzyliśmy po sobie nie wiedząc, co powiedzieć. Pierwszy odezwał się Nathan.
- Możecie mnie puścić?
- Aaa, no tak. Sory.
- Wy też myślicie tak jak ona? – zwrócił się do Jane i Marty.
- Skądże. Gdybym wiedziała, że to, co wsypuje, jest trucizną…
- Leki usypiające i przeciwbólowe – poprawił Martę Seev.
- …to nie podałabym jej tego naleśnika. Ona lubiła eksperymentować z jedzeniem. Zawsze coś tam sypnęła.
- Nie obwiniaj się - pocieszał Nath.
- Myślę, że po tym wszystkim, należy wam się odpoczynek. Weźcie sobie wolne trzy dni, albo cały tydzień.
- A poradzicie sobie?
- Nie mamy po cztery latka, damy sobie radę - uśmiechnął się przyjaźnie Jay.
- Gdybyście potrzebowały więcej czasu, po prostu nas poinformujcie.
- Dziękujemy. To my pójdziemy się spakować.
- Spakujcie też rzeczy Ali... – poprosił Max – i jeśli możecie, odwieźcie je na komisariat.
- Dobrze.
- A nie trzeba zatrudnić kogoś na jej miejsce?
- Nie. Gdy było nas trzy, zawsze któraś się nudziła, bo nie było nic do roboty.
- No to git – uśmiechnął się Max i Jane z Martą poszły się pakować.
- Mieliśmy pogadać – przypomniał Jay – wy idźcie do mnie, a ja pojadę po „lemoniadę”
- No dobra.

Po chwili wrócił Loczek i każdy dostał po piwie.
- No to Młody, gadaj, co ci leży na wątrobie.
- Znając życie, chodzi o dziewczynę – powiedział Seev.
- Co ja poradzę, że się w niej zakochałem?!
- W Ani? – zapytał Max.
- Nie chcę jej ranić...
- To jej to powiedz.
- Łatwo ci mówić.
- W sumie, młody zawsze miał problemy z mówieniem o uczuciach – powiedział Tom.
- Spadaj.
- Jak ją kochasz to jej powiedz, bo ty nie jesteś jedynym chłopakiem na ziemi – dodał Siva.
- Wiem – Nath rzucił mu tępe spojrzenie.
- To działaj.
- Działaj, działaj, pff, sam działaj. My będziemy mieć koncerty, trasy, klipy, zero wolnego czasu.
- Spokojnie, nie będzie tak źle, a jak ty się za nią nie zabierzesz, to ja to zrobię – opowiedział mu Jay.
- Jak już to ja – śmiał się Max.
- Jak ona mogła – zaczął Nathan – Gdyby Ania nie przeżyła, to…
- Nie mów tak. Przeżyła i nie ma co gdybać, jasne?
- Mhmm.
Gadaliśmy tak do 16:00. Później Nath, Max i Tom pojechali do Ani na godzinę, a Seev i Jay poszli do klubu. Wieczorem pooglądaliśmy coś w TV i poszliśmy spać.

_______________________________________________________
Kolejna dawka opowiadania, której nie skomentuję, bo oberwę ;)
Mam nadzieję, że przypadnie do gustu czytaczom mego bloga ;))
Dedykuję go oczywiście:
Anku ;D - z chęcią zjem te owocki co pospadały, gdyż wiem na 100%, że są boskie w smaku ;)) ;*** Kocham Cb roślinko Ty moja bujna ;*** Dziękuję, że zostawiasz komentarze które same w sobie dają mi chęć i wenę do dalszego pisania ;***
zintol14 - za Twoje piękne dedyki dla mnie i równie piękne komentarze, dziękuję, Kocham Cb ;***
Kinia*** - będę to powtarzać przy każdym dedyku aż do znudzenia: dziękuję, że jako pierwsza dodałaś komentarz pod 3 rozdziałem i mogę to uznać za to, iż jesteś ze mną od początku DZIĘKUJĘ ;***
Ania203 - że czyta i podoba się jej moje opowiadanie, bo dla mnie to jest najważniejsze
oraz dla
Anonimowego czytacza, który pod ostatnim rozdziałem dodał komentarz, dziękuję ;***
DZIĘKUJĘ WSZYSTKIM CZYTACZOM, KTÓRZY ZOSTAWIAJĄ PO SOBIE ŚLAD W FORMIE KOMENTARZA, ORAZ TYM, KTÓRZY WGL CZYTAJĄ MOJE OPOWIADANIE ;****


PS.: pod ostatnim rozdziałem zmieniłam foto, bo coś mi się nie zgadzało XD jeśli chcecie to looknijcie ;)

sobota, 19 maja 2012

Rozdział 18

Z perspektywy chłopaków:

                 Ania pokazywała nam, że naleśniki można też jeść rękami. Nagle złapała się za brzuch. Tom zapytał, czy wszystko gra. Ona odpowiedziała, że tak i po chwili zemdlała.
- Hej!! Ania! Hej!
- Co jest!
- Dzwońcie po karetkę! – powiedział Max.
- Cholera, co to było?
- Może po tych naleśnikach? – żartował Seev. Popatrzyliśmy po sobie.
- Ja już ich nie tknę – rzucił Jay.
Nath zadzwonił po pogotowie.
- Połóżcie ją – rozkazała Jane - Chłopaki, odsuńcie się, Max, otwórz okno.
Zrobili, co kazała. Po chwili przyjechała karetka.
- Gdzie ona jest? – zapytał lekarz.
- Tutaj.
Sprawdzili jej puls, oczy, oddech i zadecydowali, że zabiorą ją do szpitala.
- Chłopaki, zabierzcie ją – powiedział ratownik do dwóch innych i wynieśli ją na noszach.
- Powiedzcie mi dokładnie, co się stało.
- To, może ja – zaczął Tom – Jedliśmy śniadanie. Nagle Ania złapała się za brzuch, to spytałem czy wszystko w porządku. Ona odpowiedziała, że tak, w pewnej chwili zaczęła kaszleć no i zemdlała.
- Te naleśniki? – zapytał ratownik.
- Tak.
- Proszę tu niczego nie dotykać, w kuchni też, wszystko ma zostać na swoim miejscu, jasne?
- Oczywiście.
- Zaraz tu będzie policja – wyjął z kieszeni komórkę, wystukał numer i zadzwonił.
Po 10 minutach przyjechała policja. Zaczęli pobierać jakieś próbki i takie tam.
- Chłopaki – zwrócił się do nas ratownik – podrzucicie mnie do szpitala?
- Jasne. My też mieliśmy zamiar tam jechać. To ja pojadę z panem i Jay’em, a reszta drugim samochodem – zakomunikował Max.
- Dobra.
Zrobiliśmy tak, jak powiedział chłopak. Jechaliśmy w ciszy. Gdy byliśmy na miejscu, w szpitalu ratownik jak zwykle kazał nam zaczekać. Czas dłużył się niemiłosiernie. Wreszcie, po około godzinie przyszedł ten sam lekarz, co wczoraj.

Tymczasem w domu:

                 Policjanci wszystko zabezpieczyli, ogrodzili żółtą taśmą i pozbierali próbki. Jeden z nich miał nas przesłuchiwać. Ja poszłam na pierwszy ogień.
- Proszę mi wszystko opowiedzieć pani... Jane – powiedział do mnie policjant, siedzieliśmy u mnie w pokoju.
- Robiłyśmy śniadanie, ja smażyłam, Ala smarowała naleśniki, a Marta je podawała.
- Tyle?
- Tak, w sumie to nic szczególnego nie zauważyłam.
- No dobrze, dziękuję. Proszę wezwać panią Martę.
Wyszłam z pokoju i zawołałam ją.
- Proszę usiąść – powiedział policjant. Zrobiłam, co kazał.
- Teraz proszę mi o wszystkim opowiedzieć.
- To… jak każdego dnia robiłyśmy śniadanie. Dzisiaj były to naleśniki, ale nie sądzę, żeby Ania była uczulona na jakiś składnik. A więc, Jane smażyła, Ala przekładała, a ja podawałam.
- Nie zauważyła pani nic szczególnego?
- Ymm, nie.
- Proszę się zastanowić.
- W sumie to…, ale nie wiem czy to ważne.
- Proszę kontynuować.
- Wszyscy już jedli, oprócz Ani, bo jeszcze jej nie było. Gdy zeszła do jadalni, Ala zapytała mnie, kto jeszcze nie ma, to jej odpowiedziałam, że Ania. Wtedy ona dziwnie na mnie popatrzyła. Kazała mi iść zapytać, czy ktoś jeszcze ma ochotę na dokładkę. Gdy wróciłam, zobaczyłam, że Ala miesza jakiś biały proszek w kieliszku i wsypuje do dżemu. Trochę tego było. Nie pytałam, co to, gdyż już nie raz coś wsypywała i dodawała do potraw. Lubiła eksperymentować. Wręczyła mi tego naleśnika i zaznaczyła, że to właśnie Ani mam go podać.

W szpitalu:

- Dzień dobry. Nie sądziłem, że znowu się zobaczymy – powiedział lekarz.
- Dzień dobry. My też nie. Co jej jest?
- Nie wiem, do czego doszło, ale w żołądku było mnóstwo wymieszanych ze sobą leków przeciwbólowych i usypiających.
- Jak to – pytał zdziwiony Nath.
- Badania nie kłamią.
- Ale ona nie brała żadnych leków. Jedliśmy śniadanie i nagle zemdlała.
- Hmm, dziwne. No, ale nic. Zrobiliśmy jej płukanie żołądka, teraz śpi. Nie będę kłamał, miała dużo szczęścia. Gdyby karetka przyjechała 10 minut później, to…
- Niech pan nie kończy.
- …sami wiecie.
- A kiedy będzie mogła wyjść?
- Najlepiej, żeby na noc została w szpitalu. Jeżeli prześpi ją spokojnie, jutro po południu będzie można ją zabrać. Dzięki temu, że dużo pływa, naderwane mięśnie nie będą ją już tak bardzo bolały i szybciej się zregenerują.
- Ona pływa?
- No tak – lekarz szukał czegoś w notatkach – między innymi pierwsze miejsce 50m stylem grzbietowym w II klasie gimnazjum.
- Nic nie mówiła – zastanawiał się Max.
- Oj tam, można do niej zajrzeć?
- W sumie, to można, ale nie za długo.
- Dobrze.
- Leży na 2 piętrze, sala nr 3.
- Dziękuję.
- A nie za wcześnie ją pan wypisze? – pytał Nath.
- Gdyby to było konieczne, nie wypisywałbym jej, ale po jej stanie widać, że dłuższy pobyt mógłby tylko zaszkodzić. Wszystko zależy od najbliższej nocy, ale i tak jest w świetnym stanie.
Jeszcze raz podziękowaliśmy i wsiedliśmy do windy.
- Nie wiedziałem, że pływa, czemu nic nie mówiła? – powiedział Tom.
- Może nie lubi się chwalić tak jak ty – rzucił Seev.
- Chyba ty – zaczęli się szturchać.
- Dajcie sobie spokój.
Wysiedliśmy z windy i ruszyliśmy do wskazanej przez lekarza sali. Gdy weszliśmy, Ana nie spała tylko coś tam sobie rysowała.
- Cześć – powiedzieliśmy cicho.
- Hej – uśmiechnęła się.
- Jak się czujesz?
- Jestem strasznie głodna, ale jeszcze półtorej godziny nie mogę jeść. Niby podłączyli mi tę kroplówkę, ale to nic nie daje.
- Eh, odkąd się znamy trzy razy coś ci się stało.
- Cztery – poprawił Jay – jeszcze to, jak ją do wody wepchnęliście.
- No widzisz.
- Ja się wam potem odwdzięczę – zaśmiała się.
- Będzie dobrze – pocieszał Nath.
- My się będziemy zmywać. Odpocznij sobie.
- Spróbuję – uśmiechnęła się.
- Jutro wpadniemy koło 10:00.
- Najpierw się wyśpijcie, potem przyjedźcie.
- Zobaczymy. To my się zbieramy, trzymaj się.
Pożegnaliśmy się i wyszliśmy z sali.
- Może posiedzieć przy tobie jeszcze chwilkę? – zapytał stojący w drzwiach Nathan.
- Nie, nie trzeba – dziewczyna uśmiechnęła się.
- Na pewno?
- Na pewno.
- No to pa – uśmiechnął się.
Chłopak zamknął za sobą drzwi i dołączył do nas.
- A tobie co? – zapytał Tom Nath'a.
- Mnie? Nic.
- Musimy pogadać – powiedział Jay.

_______________________________________________________
Jest i rozdział ;) oddaję go waszym oczom XD Mam nadzieję, że się spodoba.
Dedykuję go następującym osobom:
Anku ;D moja Ty Roślinko, kremiku na moje zmarszczki oto kolejna dawka nawozu mam nadzieję, że wystarczy ;*** Kocham Cię!! ;***
zintol14 ach, za to, że jesteś i czytasz mego blogasa i podoba Ci się i te nasze emocjonujące rozmowy na GG Mości Panno Kocham Cię ;***


piątek, 18 maja 2012

Rozdział 17

                 Obudziłam się o 11:00. Punktualna do bólu. Dopiero teraz dotarło do mnie, co się wczoraj wydarzyło. Zwlokłam się z łóżka, wzięłam kule i powolnie zabrałam się za poranną toaletę. Po skończeniu, bez pośpiechu zeszłam na dół do jadalni. Chłopaki już siedzieli przy stole.
- Dzień dobry Królewno! – krzyknął Max.
Czy oni zawsze tak muszą krzyczeć jak się witają lub żegnają?
- Hej, myślałam, że o tej porze jeszcze śpicie.
- Tom głupek nas obudził – skarżył się Jay.
- No co, nudziło mi się.
- A tobie jak się spało? – zapytał Seev.
- Dobrze, nawet się wyspałam.
- My wczoraj późno wróciliśmy, więc żeby się wyspać przydałoby się jeszcze trzy godziny – żartował Seev.
- Co dziś na śniadanie? – pytał Jay.
- Naleśniki! – dobiegł głos z kuchni.
- Mniam – oblizał się Tom.
- A brzuch? Boli? – zapytał mnie Nathan.
- Na razie nie, ale zaraz pewnie zacznie - uśmiechnęłam się.
Powoli usiadłam na krześle. Trafiło mi się miejsce między Tom’em, a Jay’em. Naprzeciwko siedział Nath. Po chwili Marta podała naleśnikl Oczywiście musiały być sztućce. Nie mam nic do wychowania, ale żeby tak do naleśników? Zaczęliśmy jeść. Chłopaki sprawnie posługiwali się „przyrządami”, a ja jak głupia gapiłam się w mój talerz. „A co mi tam” – pomyślałam i wzięłam naleśnika do rąk. Wszyscy dziwnie na mnie popatrzyli.
- No co, u mnie w domu naleśniki jemy rękami - uśmiechnęłam się.
- Ale, jak? – pytał Siva.
- Normalnie, bierzesz w obydwie ręce i jesz – śmiałam się.
Chłopcy zrobili to, co ja.
- Tylko jedną rękę trzymajcie dalej, żeby wam dżem... – w tym momencie cała zawartość naleśnika wypadła na talerz Jay’a – nie wyleciał, hahaha.
- Bardzo śmieszne – powiedział chłopak.
Zaczęliśmy jeść. Naleśniki były pyszne. Po dwóch gryzach zaczął mnie boleć żołądek. Odłożyłam „danie” na talerz i złapałam się za brzuch.
- Wszystko okej? – zapytał Tom.
- Tak brzuch mnie tylko trochę boli – skrzywiłam się.
Ból był nie do zniesienia. To nie były mięśnie, lecz sam żołądek. Zaczęłam kaszleć, gdy nagle zrobiło mi się ciemno przed oczami i zemdlałam.

________________________________________________________
Wiem, zabijecie mnie za to, że taki krótki ;( ;( ;/ proszę o szybką i bezbolesną śmierć ;( ;( tłumaczę się tym, iż w następnym będzie się duuuużo działo, więc proszę o wybaczenie, błagam na kolanach! :(
Dedykuję ( mimo iż krótki ):
Anku ;D w zamian za to, iż nawóz krótki zdradzę, że o operacji i w ogóle wszystko co z nią związane wyjaśni się w 21 rozdziale ( wybacz mi ;( ) ;*** Kocham moją Roślinkę! 
zintol14 nasze ekscytujące rozmowy mości panno na GG ^^ sukienkę na ślub prawie kupiłam Kocham Cię ;***
Kinia*** że od początku czyta i podoba się takiej pisarce jak jej ;***
oraz dla wszystkich którzy pod ostatnim postem dodali koma ;***


































http://www.youtube.com/watch?v=FPg8OD-UMa4&feature=relmfu filmiki ściągnięte z tego oto ^^ nic nie kumam jak oglądam ale śmieje się ile wlezie ;)



czwartek, 17 maja 2012

Rozdział 16

                 Ala i Jane siedziały w kuchni. Na mój widok uśmiechnęły się.
- Siadaj – Jane wskazała mi krzesło pod oknem. Podeszłam do niego i powoli usiadłam. Nie obeszło się bez bólu. Kule oparłam o parapet.
- Jutro wykupimy ci lekarstwa.
- Dzięki.
- Ej, wiecie co – zaczęła Jane – chyba nie będziemy tak siedziały bez niczego.
- Co masz na myśli?
- Zróbmy sobie jakąś przekąskę, no deser czy coś.
- No to na co czekamy?
- Tylko co by tu… - Marta przeszukiwała przepisy.
- A może churros? – zaproponowałam.
- Co to chu…
- To te smażone paluszki? – zapytała Jane.
- Mhmm.
- No to już. Ty siedź, będziesz nami dyrygować.
- Niech wam będzie - uśmiechnęłam się.
Dziewczyny zabrały się do roboty. Szybko poszło, zostało jeszcze tylko zrobić polewę. Usłyszałam, jak chłopaki schodzą na dół.
- Elo!! – krzyknął Max.
- My wychodzimy na pizze.
- Nie czekajcie na nas – dodał Jay wychodząc.
- Gdyby coś było nie teges, dzwońcie. To na razie – powiedział Nath. Uśmiechnął się jeszcze do mnie i wyszedł.
- Pa – też się do niego uśmiechnęłam.
- Nathan jakiś taki zadowolony – zauważyła Ala.
- Co w tym dziwnego? - zapytałam.
- No nic, ale tak jakoś okazji do zadowolenia chyba nie było.
- A nowa koleżanka to nie powód?
Ja nie wiem co one mają z tym, że ja się w nim niby zakochałam. Aż tak widać? Ymm, nie, żeby coś, ale no bez przesady.
- Marta, ja do niego nic nie czuję.
- Czy ja mówię, że ty? – uśmiechnęła się.
- Zobaczymy – odpowiedziała Jane.
- Wy tam lepiej polewy pilnujcie - śmiałam się.
Po 10 minutach zajadałyśmy się churrosami .
- Mmm, jakie to jest pyszne.
- A jakie niezdrowe – wtrąciła Ala.
- Raz na jakiś czas można, a nawet trzeba sobie dogodzić – powiedziała Jane.
Odkąd Ala poruszyła temat „zadowolonego” Nath'a, jakoś dziwnie na mnie patrzyła, z taką obcością.
- No, to teraz opowiadaj jak poznałaś tych wariatów.
Opowiedziałam im wszystko, od tego, jak wepchnęli mnie przypadkiem do wody, przez porwanie, po wizytę w szpitalu. Gdy spojrzałam na zegarek była już 22:10.
- Nieźle – podsumowała Jane.
- Jeszcze nigdy nie przyprowadzili tu takiej dziewczyny jak ty.
- Były lepsze – uśmiechnęłam się.
- Szczerze mówiąc, to w ogóle chłopcy nie przyprowadzali tu żadnej dziewczyny, no może oprócz siostry Nath’a – Jess.
- Czuję się wręcz zaszczycona.
- Nie mieli czasu, a teraz, przez wakacje mają luz i szaleją bardziej niż zwykle.
- A wy? – zapytałam.
- Co my?
- Kim dla nich jesteście i co tu robicie?
- Jesteśmy znajomymi, przyjaciółkami. Sprzątamy, gotujemy. Wiesz sprzątaczki. Swoje pokoje mamy tutaj – Marta wskazała na drzwi w rogu.
- Ale nie takie „przynieś, wynieś, pozamiataj”?
- No niby nie.
- Niby? Widać, że znacie się na wylot.
- Może – uśmiechnęła się Jane.
- Nie „może”, tylko na pewno. Nie bądźcie takie skromne - podpuszczałam je troszkę.
- Ja pasuję, już więcej nie zmieszczę – powiedziała Marta.
- Mmm, więcej dla nas.
- Aaah – ziewnęłam.
- Idź spać.
- Pewnie tak zrobię – podniosłam się i zrobiło mi się słabo. Cholerny brzuch.
- Hej, powoli.
- Staram się, ale wolę zrobić to szybko.
- O nie. Powoli, dasz radę – powiedziała Jane i pomogła mi wstać.
- Dzięki. Deser był pyszny.
- Nie ma sprawy. Gdyby nie ty, deseru by nie było.
- To ja idę do siebie, dobranoc.
- Dobranoc.
W drodze do pokoju, myślałam, jak to będzie dalej. Usłyszałam silnik samochodu. Pewnie przyjechali. Spojrzałam na telefon. 00:30. Ruszyłam do pokoju, bo nie chciałam słuchać „co ja tu robię, czemu jeszcze nie śpię”. W pokoju poczekałam, aż chłopaki się rozejdą. Później poszłam wziąć prysznic i położyłam się spać.

________________________________________________________
Hmm, nie będę go komentować, bo mi się dostanie. ;)
Ale mam nadzieję, że się wam spodoba ^^ 
Dedyczki:
Anku ;D moja Ty kochana Roślinko, proszę, oto kolejna dawka nawozu ( mam nadzieję, że skuteczna i wyprostuje te niedobre zmarszczki ;** ) Kocham Ciebie i te Twoje boskie komentarze ;***
zintol14 dziękuję, że jesteś i wspierasz no i czekam na zaręczyny bo bez nich to się nie obejdzie ;*** Kocham Ciebiee ;**
Peace ;* za życzenie weny, która mnie ostatnio nie opuszcza na szczęście ( to pefnie dzięki Tobie ) ;***
Ania203 czekam cierpliwie na aćki i dziękuję za komentarze ;*** ( nikogo bić nie będę ) ;)
edussss że przeczytałaś mojego bloga i Ci się podoba ;***
Dawno już gifa nie wrzucałam, wiec proszę ;**


http://www.youtube.com/watch?v=fKp0onPa-ZM&feature=g-all-u wczoraj znalazłam na necie i daję Wam, jeśli ktoś już słyszał git jeśli nie, to proszę ( mi się podoba i to bardzo ) ;**

środa, 16 maja 2012

Rozdział 15

- A więc? – Marta uśmiechnęła się i próbowała wyciągnąć od chłopaków przyczynę mojej obecności.
- No… taki mały wypadek przy pracy – tłumaczył się Nath. Uśmiechnął się do mnie, na co ja odwdzięczyłam mu się tym samym.
- Zabraliśmy ją do nas, bo jej rodzina pojechała na wakacje, a nie chcieliśmy, żeby była sama.
- No dobrze – zaczęła Marta – Chłopcy idźcie się przebrać, a my pokażemy jej pokój.
-Okej odpowiedział Tom i cała czwórka ruszyła biegiem do swoich pokoi.
- Chodź – powiedziała Jane z uśmiechem.
Marta wzięła moją torbę i razem z Alą poszła za nami. Szłyśmy po ogromnych schodach. Chłopaki byli już u siebie. Po prawej Max i Siva (a raczej ich pokoje), a po lewej Nath, Jay i Tom. Mój pokój był na końcu korytarza.
- To tutaj – powiedziała Jane – naprzeciwko jest łazienka, a obok niej pokój Toma, zresztą pewnie już wiesz gdzie, który chłopak mieszka, bo widziałaś jak wchodzili do pokoi. Tutaj też jest łazienka – wskazała na pomieszczenie na rogu, na początku holu.
- Dobrze.
- A to twój pokój – otworzyła drzwi i na sam widok zaparło mi dech w piersiach. Pokój był piękny. Duże, dwuosobowe łóżko na podeście, okno z parapetem wyłożonym beżowym materacem, balkon, no po prostu raj.
- Łał, pięknie tu... – wydusiłam z siebie.
- Cieszę się, że ci się podoba. To my cię tu zostawimy. Jak się rozpakujesz, to zejdź do jadalni, będzie kolacja. Drzwi drugie po prawej.
- Dobrze, dziękuję – uśmiechnęłam się. Pokój był niesamowity. Gdy wyjrzałam przez okno, zobaczyłam jezioro i mostek dzielący je tak jakby na pół, dalej polanę i las. To było coś pięknego. Lecz dopadła mnie rzeczywistość. „Co ja tu robię? Mieszkam – na razie – z The Wanted, gwiazdami muzyki. Nie dopuszczam do siebie myśli, że któryś z nich mógłby mi się spodobać, ale to na nic. Nathan jest wspaniałym chłopakiem, ale co z tego? Im szybciej wrócę do domu, tym szybciej o nim zapomnę”. Nagle ktoś zapukał do drzwi.
- Proszę.
- Hej, przywiozłem ci rzeczy – powiedział Siva.
- Dziękuję, a zamknąłeś dom, tak?
- No pewnie, tu masz klucze. Idziesz na kolację?
- Idę, idę.
Wyszliśmy z pokoju zamykając za sobą drzwi.
- Podoba ci się…
- Seev, już mówiłam, że Nath mi się nie podoba.
- Ale chciałem zapytać, czy podoba ci się u nas.
- Aaa… no tak, ładnie tu… bardzo – tłumaczyłam się.
- Coś za często o nim myślisz – uśmiechnął się chytrze.
- Zdaje ci się.
- Tak?
- No tak.
- Wiesz, mi możesz powiedzieć.
- Nie mogę, bo nic do niego nie czuję, a nawet gdybym jednak coś czuła, to co? I tak nic by z tego nie wyszło.
- Skąd wiesz?
- Tego nie trzeba wiedzieć, to jest wiadome. Wy jesteście sławni, ja nie. Starczy?
- Hahahaha.
- Bardzo śmieszne.
- Nie, tylko haha, taką masz minę jak coś usiłujesz wytłumaczyć haha.
- Hahaha, wyobrażam sobie – teraz śmiałam się razem z nim.
- Idziecie? – zapytał głos z kuchni.
- Haha idziemy, idziemy.
- Co wy tacy zadowoleni? – zapytał Tom.
- Bo haha, bo Ania tłumaczy… Ała! – kopnęłam go, żeby nie palnął czegoś głupiego.
- Tłumaczyłam mu coś.
- Tak, dokładnie – krzywił się Seev.
- Co dzisiaj upichciłyście?
- Bułeczki odpowiedziała Jane.
- Wreszcie coś normalnego – rzucił Max.
- Sugerujesz coś? – zapytała Ala.
- Nie, nie – śmiał się chłopak.
Zajadaliśmy się drożdżówkami. Po kolacji poszliśmy do swoich pokoi.
- Seev?
- Słucham ciebie?
- Wziąłeś taki szkicownik, który leżał na biurku? – zapytałam.
- Taki z rysunkami?
- A do czego służy szkicownik geniuszu? – wtrącił Jay.
- Jay, nie wiesz? – odgryzł się Seev.
- Chyba ty nie wiesz, bo ja…
- Dobra! Dość. Seev, wziąłeś mój szkicownik?
- Wziąłem, ale pozwoliłem sobie looknąć na zawartość i muszę powiedzieć, że masz talent.
- Hej, w cudzych rzeczach się nie grzebie – upomniałam go z uśmiechem.
- On tak ma od dziecka – tłumaczył Max.
- Pff, ty nie lepszy. Poza tym to nawet nie było grzebanie.
- Dobra, tyle chciałam wiedzieć. Teraz możecie się pozabijać – powiedziałam i miałam iść do siebie, gdy chłopaki popatrzyli po sobie dziwnym wzrokiem.
- Żartowałam! – dodałam i wszyscy wybuchliśmy śmiechem. Gdy się uspokoiliśmy poszłam do „siebie”.

U chłopaków:

                 Poszliśmy do Max'a na pogaduchy.
- Co jutro kombinujemy?
- Jutro? Zróbmy dzisiaj to, co możemy zrobić jutro – powiedział Jay.
- Możesz mówić jaśniej?
- Chodźmy na pizze!
- Świetny pomysł – dodał Tom.
- Ogarnijmy się trochę i jedziemy.
- Okej. A ty, co taki cichy?
- Yyy, co? – obudził się Nath.
- Pytam, co tak cicho siedzisz – powtórzył Seev.
- A, tak jakoś.
- Zaraz ci przejdzie – uśmiechnął się Max.

U mnie:

                 Ktoś zapukał (znowu) do drzwi.
- Proszę.
- Hej - to była Marta.
- Hej.
- Robisz coś ważnego?
- Nie - uśmiechnęłam się.
- To chodź do nas na chwilkę. Chciałybyśmy lepiej cię poznać.

________________________________________________________
Proszę rozdział. Pozostawiam go Waszej ocenie moi kochani czytacze ;**
Dziękuję za te 1000 wejść ( jeszcze raz ) ;)
Uwaga, uwaga dedyki :
Anku ;D Twoje zacne komentarze zwalają mnie z nóg. Obiecuję, iż za parę dni dowiesz się wszystkiego, a Twe owoce będą pyszne bo co zakazane najlepiej smakuje ;** Kocham Cię Roślinko Ty moja ;****
zintol14 Twoje zacne komentarze dodają mi otuchy i czekam na nasz zaisty ślub Kocham Cię ;****
Ania203 nie bój nic, nie będę bić ^^ cieszę się, że podoba Ci się mój blog ^^ załatw mi takie same aćki
Kinia*** jako pierwsza przekonała się do mojego opowiadania ;*** Kocham Twój blog ;**
Mogę prosić o 5 komentarzy? ;) z góry dziękuję za chęci!! :***




Tak dla odmiany, zdjęcia z kręcenia klipu "Chasing the sun".