niedziela, 22 lipca 2012

Rozdział 59

Z perspektywy Nath'a:

                 Ania odebrała komórkę. To była jej mama. Z tego, co usłyszałem chciała ona, by dziewczyna ich odwiedziła. Po zakończonej rozmowie Ania zamyśliła się.
- Co się stało? – zapytałem.
- …Co? Ymm nie nic. Jutro… jutro muszę być w domu.
- Rozumiem, ale po co?
- Nath, ja jutro wracam do domu.
- Nie. Jeszcze nie, proszę.
- Słuchaj, to musiało kiedyś nastąpić. Nie mieszkam u was. To tylko chwilowe. Nie mogę uwierzyć, że minęło już tyle czasu. Przecież niedawno was poznałam… już 17:00. Będę się zbierać. Nie wiem o której wrócę, ale nie martw się. Zaglądnę do ciebie i pogadamy. Narazie.
Pocałowała mnie w polik i wyszła. Albo mi się zdawało, albo w oczach miała łzy. To niemożliwe. Ona… ona nie mogła tak po prostu się wyprowadzić. Nie! Jeszcze nie. Nie chcę tego. Nie chcę żegnać widoku jej porannego uśmiechu, jej spojrzenia. Oczywiście będziemy się spotykali, ale… to nie to samo… muszę pogadać z chłopakami. Jak proca wybiegłem z pokoju i ruszyłem do Loczka. Na szczęście wszyscy jeszcze u niego przebywali.
- A tobie co – zapytał Seev.
- Słuchajcie. Do Ani zadzwoniła mama. Powiedziała, że jutro ma wrócić do domu.
- Już?
- Ona nie może wrócić.
- Musimy coś wymyślić.
- A nie może z nami tak po prostu zamieszkać? – zaproponował Tom.
- Jesteś geniusz! – krzyknąłem i wyściskałem go.
- Tylko ciężko będzie przekonać Anię.
- Coś się wymyśli. Ona to nie problem. Gorzej z rodzicami.
- Damy radę. A ona już poszła?
- Jeszcze nie. Jay. Wiem, że się o nią boisz, ale…
- Młody do cholery!! Nie bałbym się, gdyby poszła z kimś innym! Każdy, tylko nie oni.
- Przestań. A co, jeśli ma rację? Jeśli wystarczy ich poznać? Nie musimy jakoś tego ogłaszać światu, że zakopaliśmy topór wojenny z 1D. Po prostu nie wypowiadajmy się na ich temat, a między nami niech będzie OK i tyle.
- On ma rację. Jakoś to będzie – przytaknął Siva.

Z mojej perspektywy:

                 Słońce powoli chowało się za horyzontem, by jutro powitać nas z przeciwnej strony. Szłam ulicą i rozmyślałam, co da to spotkanie. Z drugiej strony starałam się nie myśleć o jutrzejszym powrocie, gdyż to natychmiast wywoływało łzy, gdy tylko przyszło mi na myśl. Będąc coraz bliżej ujrzałam grupkę chłopaków. Przyspieszyłam kroku. Mulat zauważył mnie i uśmiechnął się szeroko.
- Hej.
- Hej – odwzajemniłam gest.
- Mam nadzieję, że nie ubrałaś jakichś szczudeł – śmiał się Niall.
- Nie, a czemu?
- Bo do centrum idziemy pieszo. Ruch to zdrowie.
- To świetny pomysł – powiedziałam i ruszyliśmy.
- Skąd jesteś? – zapytał Harry.
- Z Polski. Przeprowadziłam się tu po ope… Ekhem, po skończeniu gimnazjum – nie chciałam im na razie mówić o operacji.
- Na ile przyjechałaś? – kolejne pytanie padło z ust Louisa.
- Na zawsze. Nie mam zamiaru wracać.
- To dobrze – uśmiechnął się – jesteś jedyną normalną dziewczyną, która nie piszczy na nasz widok.
- Nie, spokojnie. Chyba, że chcesz, żebym piszczała, to…
- Nie! – śmiał się.
W tym momencie powróciły wspomnienia. To samo powiedziałam Nath'owi na basenie, gdy odkryliśmy wieko pokrywy i siedzieliśmy na polanie…
- Pośpiewajmy! – zaproponował blondyn tym samym rozwiewając moje wspomnienia.
I dobrze. Nie chciałam się przy nich rozpłakać.
- Jak się poznaliście? Mieszkasz u nich na stałe? – dociekał Harry.
Czy wszystko mi musi przypominać o wyprowadzce? Opanuj się. Spokój. Spokój…
- To długa historia. Opowiem ją wam przy pizzy. Emm, mieliśmy śpiewać – uśmiechnęłam się.
- No tak, a moglibyśmy zamiast pizzy zjeść coś innego?
- Jasne. Nie ma sprawy. Ostatnio pizza mi się przejadła.
- No właśnie nam też. Dziś rano Hazz zamówił 3 i my musieliśmy kończyć.
- No mieliśmy śpiewać! – rozpaczał Niall.
To było tak zabawne, że wybuchliśmy śmiechem.
- Dobra, śpiewamy, ale co? A i ostrzegam. Nie mam talentu wokalnego.
W szkole niby chodziłam na zajęcia muzyczne, ale wysokie tony (a takie zdarzały się w większości piosenek) to nie moja bajka.
- Zaraz to sprawdzimy. To może… „One Thing”…?
- To… wasza piosenka, tak?
- Tak.
- No to już!
Zaczęliśmy śpiewać. Zwrotkę chłopaki ciągnęli tak, jak w oryginale, a refren razem. Muszę przyznać, że nawet mi to wychodziło. Nie wiem czemu, ale przy nich o wszystkim zapomniałam. Zamiast pizzy poszliśmy na lody do parku. Siedząc przy fontannie chłopaki zmusili mnie, abym opowiedziała im jakim sposobem zamieszkałam u chłopaków. Wspomniałam także o operacji. No cóż. Zapędziłam się i musiałam im wszystko wyjaśnić. Na końcu wszyscy wytrzeszczyli oczy. Ja tylko wzruszyłam ramionami i zaczęłam się śmiać na widok ich zdziwionych min. Oni zaczęli mnie pocieszać, że żadna operacja ich nie obchodzi, że i tak będą się ze mną przyjaźnić. Gdy postanowiliśmy wrócić do domu dochodziła 22:00. Nieźle. Chłopacy zaczęli się wydurniać, a ja trzymałam się z tyłu i śmiałam się z nich. Po chwili dołączył do mnie Zayn.
- Oni tak zawsze? – zapytałam.
- Wiesz, to zależy od poziomu głupoty w danej chwili.
Zaczęliśmy się śmiać.
- Gadałam z chłopakami. Zgodzili się z wami pogadać.
- To świetnie – uśmiechnął się – Masz na nich dobry wpływ.
Nie wiem czemu, ale ten chłopak wywoływał u mnie dziwne emocje. Uhh. Nie wiem, o co chodziło, ale to na pewno nie zauroczenie ani nic z tych rzeczy. O nie nie nie. Ja kocham Nath'a i to się nie zmieni. Chyba, że zmieni się coś innego…
- Zadzwoń, kiedy chłopcy będą gotowi.
- OK. Dzięki za zaproszenie. Było genialnie.
- Nie ma sprawy. Tu mieszkamy – powiedział wskazując na niemały dom otoczony żywopłotem.
- Kiedyś do was wpadnę. To… cześć.
- Yyy, czekaj odprowadzę cię.
- Ale…, nie musisz…
- Odprowadzę cię – wyszczerzył się.
- No niech ci będzie. Chodź.
Pożegnałam się z pozostałymi i ruszyłam w kierunku domu. Przez chwilę szliśmy w milczeniu. Nie wiedziałam, jak zacząć rozmowę.
- Jutro wracam do domu – powiedziałam bez zastanowienia. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że moje myśli ujrzały światło dzienne. Co we mnie wstąpiło? Do oczu napływały łzy.
- Tak szybko?
- Hmm… minęło już tyle czasu… nie chcę wracać.
- Chłopaki na pewno coś wymyślą… czy ty płaczesz…?
- Nie, coś ty. Tak tylko…
Chłopak złapał mnie za rękę i spojrzał mi w oczy. O matko. Ten chłopak mnie peszy… ma takie brązowe oczy… Nie! Hola!! STOP!!!
- Będzie dobrze. Mówię ci – powiedział i przytulił mnie nieśmiało.
Nie trwało to długo, gdyż po krótkiej chwili odsunęłam się od niego. Musiałam to natychmiast przerwać.
- Dziękuję za wszystko.
- Nie ma sprawy. To… do zobaczenia.
- Do zobaczenia – uśmiechnęłam się i ruszyłam ku drzwiom.
Miałam jeszcze zaglądnąć do Nath'a. Nie byłam tego pewna, ale chciałam z nim o tym porozmawiać.

Z perspektywy Nath'a:

                 Niecierpliwiłem się trochę czekając na powrót dziewczyny. W pewnym momencie nie mogłem dłużej siedzieć w pokoju. Energicznie otworzyłem drzwi i zobaczyłem Anię, która prawdopodobnie miała zamiar zapukać.
- O, Hej. Już jesteś – powiedziałem.
- Tak… jestem – odpowiedziała z żalem w głosie.
- Czy coś się stało? Emm… chodź – zaprosiłem dziewczynę na łóżko.
Położyłem się obok niej i zacząłem gładzić jej policzek.
- Więc?
- Pamiętasz, jak się poznaliśmy?
- Tego nie da się zapomnieć – uśmiechnąłem się.
- A wtedy, gdy oberwałeś od tego gościa?
- Tego też nie zapomnę. Wiesz… mam szczęście, że cię spotkałem. Jesteś jedyna. Naprawdę. Nikt inny na twoim miejscu nie byłby tak obojętny naszą sławą. Co do One Direction, to obawiam się Zayn'a. On potrafi owinąć sobie każdą dziewczynę wokół palca. Nie chcę, żebyś ty była jedną z nich. Uważaj na niego. A co do twojego powrotu do domu, to… pomyśleliśmy z chłopakami, żebyś z nami zamieszkała.
Oczekiwałem odpowiedzi, lecz jej nie dostałem. Spojrzałem na Anię. Zasnęła. Nie wiem, ile usłyszała z tego, co powiedziałem, ale nie to jest teraz najważniejsze. Sięgnąłem po koc leżący na krześle obok i przykryłem ją. Po chwili i ja zasnąłem.

________________________________________________________
Mam takie nieodparte wrażenie, że zawiodłam Was tym rozdziałem. Pomyślałam, że musi się coś dziać, więc niedługo... będzie się coś działo ;) I mam dla Was wiadomość. Nie będzie mnie od 4.08 do 20.08. Jadę na oazę i jest to niemożliwe, żeby był tam jakikolwiek komputer. Modlę się, żeby nam komórek nie pozabierali XD. Dziękuję za przemiłe komentarze. Gdy mam doła, to je czytam i od razu humor mi się poprawia. ;***
Kocham Was ;**

piątek, 20 lipca 2012

Rozdział 58

- Ania – szepną Nath, który mnie przytulił – nic się nie stało.
- To ja przepraszam – usłyszałam, jak Tom ze świstem wypuszcza powietrze, tym samym dając upust całej złości.
Nath wypuścił mnie z objęć.
- Widzisz – zaczął powoli Jay – odkąd oni się pojawili… zawsze znajdzie się coś przeciw nam. Ostatni artykuł w gazecie? „The Wanted atakują One Direction!!”. Prowokują nas. Kiedyś któryś z nas nie wytrzyma i powie przy wszystkich, co o tym wszystkim myśli.
- Więc… czemu nie chcecie się pogodzić? Może wtedy wszystko wróciłoby do normy? Nie wiem, jakie oni mają plany. Nie mam pojęcia, czy rzeczywiście specjalnie was prowokują, ale proszę. Spróbujcie chociaż.
- Jeśli ty chcesz zgody, to ja jestem gotów na to przystać – powiedział Nath.
Chłopaki niepewnie spojrzeli po sobie.
- Czy to coś da? – zapytał zrezygnowany Tom.
Wiedziałam, że nienawidził One Direction za ich zachowanie. Muszę przyznać, że mnie też trochę to denerwowało. Dopóki osobiście ich nie poznałam.
- Nie wiem, ale, może warto spróbować?
- No… dobrze – zgodził się Max.
- Dzięki, że się zgodziliście. Tom, rozchmurz się – uśmiechnęłam się do chłopaka.
Zrobiliśmy grupowy uścisk.
- Ja… to znaczy, chłopaki zaproponowali mi dziś wieczorem spotkanie i… zgodziłam się. Może… pójdziecie ze mną…?
- Nie dziś – rzekł Jay – Dziś nie mam ochoty ich oglądać.
- No dobrze – powiedziałam i razem z Nath'em opuściliśmy pokój Loczka.
Nim się spostrzegłam chłopak przyciągnął mnie do siebie i złożył na mych ustach namiętny pocałunek.
- Czekaj… nie jesteś na mnie zły?
- Za co? – uśmiechnął się niewinnie.
Moje kolana przy tym jego uśmiechu były na wyczerpaniu.
- Za to, że zmuszam was do tego, żebyście się z nimi pogodzili.
- Po pierwsze nikogo nie zmuszasz – powiedział i ruszyliśmy do jego pokoju – grzecznie to zaproponowałaś, na co zgodziliśmy się. Nie powiedziałaś: „Macie się z nimi pogodzić!” – powiedział niskim głosem, na co zaczęłam się śmiać.
- A za to, że dziś z nimi wychodzę?
- To są twoi nowi znajomi…
- Nath. Przepraszam, że ci przerywam, ale…  gdy do was szłam, usłyszałam rozmowę. Ja… nie znoszę podsłuchiwania, ale chciałam wiedzieć, czy… czy się o mnie martwisz. Co o tym wszystkim myślisz, bo wiem, że mi tego nie powiesz – uśmiechnęłam się lekko.
- No dobrze. Powiem ci.
Weszliśmy do pokoju i usiedliśmy na łóżku.
- Masz rację – kontynuował – martwiłem się, że ich poznasz i, że będziesz ich bronić. Martwiłem się, że znienawidzisz nas za to, jak się do nich odnosimy. Martwię się też, że będą chcieli mieć cię po swojej stronie, gdy zdarzy się taki moment. I będę się o ciebie martwił cały czas. Kocham cię. I nie jestem na ciebie zły, że z nimi dziś wychodzisz, gdyż są to twoi znajomi, a ja nie mogę zabronić ci spotykania się z nimi.
Po tym, co powiedział, sama nie wiedziałam, jak zareagować. To było… piękne. On się o mnie martwi. Cały czas. 24 godziny na dobę. Jeszcze nigdy w całym moim życiu nie znaczyłam dla kogoś tak wiele.
- Nath.
- Tak?
- Pocałuj mnie.
- To już nie była propozycja.
- Nie – zaśmiałam się – to był rozkaz.
Chłopak wpił się w moje usta. Tak mi tego brakowało, jakbyśmy nie widzieli się pół roku, a minęło zaledwie kilka godzin. Z każdym pocałunkiem było mi mało. Chciałam więcej. Łapczywie obejmowałam jego usta, tym samym domagając się kolejnego pocałunku. Za każdym razem wywoływało to uśmiech na ustach chłopaka, które delikatnie wyginały się w półksiężyc. W jego objęciach zapominałam o wszystkim. Byliśmy tylko on i ja.
- Ty z nami nie mieszkasz – odezwał się nagle przerywając tę piękną chwilę.
- No… racja. Rodzicie zgodzili się tylko na… jakiś czas.
W tym momencie zadzwoniła moja komórka. Spojrzałam na wyświetlacz. „Mama”.
- Teraz wiem, co oznacza Nie wywołuj wilka z lasu – powiedziałam i odebrałam telefon – Hej mamo!
- No, cześć. Kiedy wracasz?
- Uff… no… nie wiem – podniosłam się i ruszyłam w stronę okna – a nie zapytasz, co tam u mnie?
- To, co tam u ciebie?
- Dobrze. Nawet bardzo dobrze. Dziś idę z chłopakami, których pozna…
- Słuchaj. Wróć jutro po południu. Albo nawet rano. Chłopaki nie mają czasu, żeby się tobą zajmować. Już długo tam jesteś. Wróć jutro.
- Ale… no dobrze. Będę jutro. Pa.
- No, pa.
Z kwaśną miną rozłączyłam się i włożyłam telefon do kieszeni. Moja mama zawsze taka była. Gdy u kogoś mieszkałam, lub gdzieś wyjechałam, tak na parę dni, a nie było to wcześniej ustalone, to dzwoniła do mnie, żebym wracała do domu „bo siedzę komuś na głowie”. Słyszę to za każdym razem.
- Co się stało? – zapytał zdezorientowany chłopak.
- …Co? – wyrwał mnie z zamyślenia – Ymm, nie nic. Jutro… jutro muszę być w domu.
- Rozumiem, ale po co?
- Nath, ja jutro wracam do domu.
- Nie. Jeszcze nie, proszę.
- Słuchaj – złapałam go za ręce – to musiało kiedyś nastąpić. Nie mieszkam u was. To tylko chwilowe. Nie mogę uwierzyć, że minęło już tyle czasu. Przecież niedawno was poznałam… już 17:00. Będę się zbierać. Nie wiem o której wrócę, ale nie martw się. Zaglądnę do ciebie i pogadamy. Narazie – pocałowałam go w policzek i udałam się do swojego pokoju.
W oczach chłopaka widziałam totalny chaos, a z moich po chwili ciekły łzy, dlatego tak szybko wyszłam, żeby tego nie zobaczył. Nie chciałam się z nim rozstawać. To głupie, bo tylko wracam do domu. Lecz to już nie to samo. Nie będę go widzieć rano. Jego poczochranej grzywki, zaspanych oczu. Nie będę z nimi jadła śniadania, nie będzie wygłupów. Teraz rozkleiłam się na dobre. Musiałam się jak najszybciej uspokoić. Wytarłam oczy i poszukałam ciuchów. W ostateczności postawiłam na żółte rurki, jasnoróżową zwiewną bluzkę i baleriny w kwiatki. Włosy związałam w kitkę, na rękę włożyłam żelowy zegarek koloru tego samego, co spodnie i lekko się umalowałam. Zapisałam numery chłopaków w komórce. Spojrzałam w lustro. Wymusiłam uśmiech na twarzy i ruszyłam w umówione miejsce.

________________________________________________________
Udało mi się go napisać w 10 minut o.O. Chyba odstawię białą czekoladę ;p. Mam skrytą nadzieję, iż się wam spodoba. Jestem wdzięczna za komentarze ;)
Rozdział dedykuję wszystkim obserwatorom bloga ;**

wtorek, 17 lipca 2012

Rozdział 57 Część III

- Nie, nie. Oczywiście, że dam się zaprosić.
- No wiecie co – powiedział zrezygnowany blondynek – nie przestawiliśmy się.
- Racja. Pewnie nas znasz, ale gdzie maniery.
- Znać – znam, ale kto jest kto, to raczej nie…
- A więc: Niall, Louis, Liam, Harry i Zayn.
- Ja jestem Ania.
- To… 18:00 może być?
- Pewnie.
- Spotkajmy się tutaj.
- OK. To do zobaczenia – powiedziałam i uśmiechnęłam się na odchodne.
Jak mu tam… Zayn podał m karteczkę, uśmiechnął się i dołączył do reszty chłopaków. Otworzyłam ją i zobaczyłam zapisane 5 numerów obok których były ich imiona. Ten chłopak… gdy mnie dotknął, przeszedł mnie dreszcz. To zapewne ostrzeżenie przed nim. Przed nimi. Pospiesznie wróciłam do domu, by dogadać się jakoś z całym TW.

Z perspektywy 1D:

- Niedobrze – zaczął Niall.
- A tobie co.
- Chcieliśmy dobrze, a znów wyszło, jak wyszło. Po tym, co Ania nam powiedziała, myślę, że oni uważają, iż chcemy ją przekabacić na swoją stronę.
- No i dobrze – rzucił Harry.
Chłopak czasami mnie irytował. Nie był zły, lecz niezbyt przepadał za TW. Nie, żeby to jakoś specjalnie się przejawiało, po prostu ich nie lubił. Mimo to chciał doprowadzić do rozejmu. Tak poza tematem, to nie wiem, co te dziewczyny w nim widzą. Wszędzie, w Internecie rozpisują się, jaki to on jest uroczy, „Ach te jego loczki”. Nie wiem, o co im chodzi. Zayn, on wcale nie jest takim podrywaczem. Może zdarzały się jednorazowe sytuacje o ty świadczące, ale naprawdę nie jest taki. Louis oraz Liam to oazy spokoju w naszym zespole. Ten pierwszy jest trochę nieśmiały, zaś drugi najrozsądniejszy. Czasem, oczywiście zdarzają się nam napady głupawki, lecz oni są najspokojniejsi z nas wszystkich. Niall… niski blondynek, który w czasie fazy głupoty podskakuje, jak oszalały. Taki spokojny, to on nie jest.
- Przestań.
- No co. A nie jest tak? Zawsze się wkurzają, kiedy chcemy z nimi pogadać. Nie o to nam chodzi? Nie chcemy tego, by świat miał ich dość za nienawiść? Za brak współpracy?
- No… może trochę. Ała! – krzyknął Liam po silnym kuksańcu Lou.
- A ty Zayn, co o tym myślisz?
- …ymm, co?
- Coś ty taki zamyślony? – pytał Louis.
- A, tak jakoś, mówiłeś coś?
- Tak. Pytałem, co myślisz o tym zajściu u chłopaków.
- Zdziwiłem się, ale cóż poradzisz. Ciekawe od kiedy ona u nich mieszka, hmm?
- Czyli to o nią chodzi – uśmiechnął się Liam.
- Tylko zapytałem.
- Dobra, dobra.
Tak zleciała nam cała droga do domu, na rozmowach o próbie zaprowadzenia pokoju.

Z mojej perspektywy:

                 Zaczęły mnie nachodzić wyrzuty sumienia. Powinnam stanąć po ich stronie. Teraz dotarło do mnie, jak to głupio wyglądało. Mieszkam z nimi od dłuższego czasu, zżyłam się z nimi, a tu pojawiają się obcy kolesie i ja staję za nimi. No wybaczcie. Zrobiło mi się głupio. Musiałam ich przeprosić. W małym stopniu dobrze postąpiłam. Niepotrzebnie tak na nich naskoczyli. Wbiegłam do domu i sprawdziłam salon oraz jadalnię. Nie było ich tam. Weszłam do kuchni, gdzie siedziały dziewczyny.
- Hej, chłopaki u siebie?
- Tak… Emm, co się tam stało? – zapytała Jane.
- Wiesz, co? Później ci powiem, dobrze?
- Dobrze.
Udałam się na górę. Doszły mnie jakieś głosy. Postanowiłam poszukać, skąd dobiegają. Podeszłam do pierwszego pokoju. Cicho. Zaczęłam zbliżać się do następnego. Należał on do Max'a. Teraz dało się rozróżnić poszczególne słowa. Chciałam zapukać i wejść, lecz coś mi nie pozwalało. Nie wiedziałam, co to, lecz było to silniejsze ode mnie. Nie znosiłam podsłuchiwać i nigdy tego nie robiłam, lecz chciałam się dowiedzieć, co o tym wszystkim myślą chłopcy.
- Cholera! – krzyknął ktoś po dłuższej chwili ciszy. Zapewne to był Tom – Znowu to samo! Przychodzą i prowokują! Jak ja ich nie znoszę! – krzyknął, po czym dało się słyszeć odgłos spadających rzeczy.
- Najgorsze jest to, że Ania stanęła po ich stronie widząc naszą reakcję! Niech tylko znowu ich spotkam, to…
- Jay, uspokój się. O to właśnie im chodzi.
- Nath?
Cisza.
- Nath?
- Nie jestem głuchy – odpowiedział – po prostu… stało się to, czego najbardziej się bałem. Ona stanęła po ich stronie. Kocham ją. I tak, teraz za nią tęsknię. Nawet przez te 30 minut, kiedy jej nie ma. Jest z nimi. Jest świetna, przeprasza ich za to, co powiedzieliśmy i ma rację, chociaż nie daruję im tego, że kolejnej osobie pokazali, jacy to my jesteśmy źli!
„Teraz!” – pomyślałam. Nieśmiało zapukałam do drzwi pokoju. Usłyszałam „proszę” i powoli weszłam do środka.
- Hej – powiedziałam cicho.
- Co tam u twoich nowych kolegów? – gorączkował się Tom.
Był zły. Bardzo zły.
- Ej! Daj sobie spokój! – bronił mnie Nath, który podszedł do mnie. Widziałam, że chce mnie przytulić. Sama tego chciałam, lecz za moment. Teraz muszę się wytłumaczyć. Zrobiłam krok w tył.
- Coś nie tak…?
- Nie skądże – uśmiechnęłam się do chłopaka – chciałam was tylko przeprosić za moje zachowanie.
- Czekaj… co? – dziwił się Jay.
- Chciałam przeprosić. Ledwo, co ich poznałam, a za nimi obstaję. To głupie – zaśmiałam się pod nosem – Z wami znam się dość długo i nakrzyczałam na was. Wybaczcie. Wiem, że czujecie do nich urazę i rozumiem was. Postąpiłam tak, bo…, bo nie lubię takiego zachowania. Oni chcieli się tylko pogodzić. I wcale ich nie tłumaczę.

________________________________________________________
Dało radę? Lepiej się nie wypowiem, gdyż moja szczerość, jest zbyt szczera. Doznałam dziś szoku. Ponad 90000 wejść!! I to dzięki Wam!! Kocham Was!! Po prostu Was uwielbiam. DZIĘKUJĘ!!!
Jestem wdzięczna także, za poprzednie 8 komentarzy ;*** Jesteście wielcy. Że Wam chce się to czytać. Dziwne ;) Ale nic ciii nic nie mówiłam ;**
PS.: Wybaczcie za ten "Rozdział 1..." Naszedł mnie jeden z tych moich nieprzemyślanych pomysłów. Jak to głębiej przemyślałam okazało się to głupotą. Pomogła mi też Anku ;D której dedykuję ten rozdział, gdyż zawsze mi pomoże. Dziękuję jej z całego mojego małego serduszka ;**

Zespół One Direction: (od prawej) Liam Payne (18l. ), Louis Tomlinson (20l. ), Zayn Malik (19l. ), Harry Styles (18l. ) oraz Niall Horan (18l. ).

*Jeśli pomyliłam wiek, przy którymś chłopaku, to wybaczcie ;)

niedziela, 15 lipca 2012

Rozdział 56 Koniec Części II

- No nareszcie! – darł się Jay.
- Gratulacje Młody. Lepiej późno, niż wcale – rzekł Tom i rzucił się na mnie z uściskami.
- Dobra, dobra. Posprzątajmy.
No i zaczęliśmy robić porządek. Zajęło nam to niecałe półtorej godziny. Rekord. Po wszystkim chłopcy oświadczyli, że trzeba „to” uczcić. Wsiedliśmy do samochodów i pojechaliśmy do centrum. Ja, co do planu związanego z czerwoną sukienką postanowiłam, iż ją zachowam. Nie ma co, przecież jest śliczna i… w końcu to prezent. Poszliśmy na pizze. W drodze do restauracji ja i Nath cały czas trzymaliśmy się za ręce. Ile razy spojrzałam na chłopaka, ten się uśmiechał. To dobrze, bo jego szczęście jest moim szczęściem. Później przemierzyliśmy chyba wszystkie sklepy w Londynie. Dosłownie. TW tak szalało, że ledwo za nimi nadążałam. Kupowali bluzki, spodnie, kurtki, czapki, jakby mieli gdzieś wyjeżdżać. Pierwszy raz widzę facetów, którzy tak dali się porwać w szał zakupów. Kiedy ja tak się im przyglądałam, Jay zaczął coś kombinować. Jak się później okazało, każdy z chłopaków podchodził do mnie i wręczał mi zdjęcie z fotomatu. Na końcu podarowali mi ramkę z napisem  Kochanej Ani – TW ;**  do której wsunęli te zdjęcia. Wzruszyłam się. To był… najpiękniejszy prezent jaki kiedykolwiek dostałam. Zrobili go sami ( tak jakby ) i to najbardziej mnie ucieszyło. Nie myślą tylko o sobie! Są wspaniali.
                 Po powrocie chłopcy udali się do domu, a ja poszłam się przejść. Chciałam udać się na ławkę obok jeziorka, lecz usłyszałam głosy. Zatrzymałam się i ujrzałam… nie no, nie wierzę. Przetarłam oczy. Przecież to nie chłopcy. To nie TW. Przed chwilą weszli do domu.
- Ymm. Prze… Ekhem. Przepraszam, szukacie cze…
Nie dokończyłam, bo nieznajoma piątka odwróciła się i ujrzałam One Direction we własnej osobie. Szok. Po prostu szok.
- O. Hej. My do The Wanted . Marta nas wpuściła.
- Emm. Hej. Jestem Ania. Oni… powinni zaraz przyjść. A… mogę wiedzieć, co to za sprawa?
- Oczywiście – odezwał się ten, co go wszystkie kochają. Ja nie wiem, co one w nim widzą. Te loczki? – Chodzi o to, że… O! Są i chłopcy.
Odwróciłam się i zobaczyłam TW. Byli nieco zdziwieni. I zdenerwowani. Nie chciałam myśleć, co się zaraz stanie.
- Dzień dobry One Direction. Czego tu chcecie? – powiedział Jay z ironią w głosie.
- Chcieliśmy się pogodzić. Nie wiemy, czym wam zawiniliśmy i nie chcemy, żeby między nami było takie spięcie, więc…
- Po prostu chcemy się pogodzić – dokończył blondynek.
- Zawsze musi być to, co WY chcecie? – denerwował się Nath.
- Nie… to znaczy… Jeśli oczywiście chcecie być z nami w zgodzie, to...
- Zawsze WY, wszędzie WY, a teraz jeszcze mamy robić to, co WY chcecie?!
- Max! Nie krzycz, oni tylko chcieli…
- Nie będziemy się godzić, bo pewnie wykorzystacie to przeciw nam. Zaraz będzie „Zespół The Wanted błaga One Direction o wybaczenie!”
- Chłopaki, my…
- Żegnam! – krzyknął Tom, że aż podskoczyłam.
- Emm… no… dobrze. Jak chcecie. Cześć.
- Zjeżdżajcie mi z oczu – rzucił Seev.
Gdy goście zniknęli za rogiem domu, ocknęłam się z szoku.
- CHŁOPAKI!!! Co wy robicie?! Co to miało być?!
- Nie chcemy ich znać.
- Co oni wam winni?
- Co? Splagiatowali to, że jest nas pięciu. Dogadali się i myślą, że nas przebiją? Bo są młodsi i ładniejsi?! NIE!!
- Prowokują nas tym swoich kochanym, słodziutkim, niewinnym zachowaniem i czekają aż któremuś poślizgnie się noga. Aż któryś z nas nie wytrzyma i powie coś, co niekoniecznie jest dobre dla zespołu i później każdy nas nienawidzi, bo „my nie chcemy współpracy z innymi zespołami”.
- Tom, oni… no dobra, też tak uważałam, ale to są ludzie! Przyszli, żeby zakończyć tę „niby wojnę” a wy? Wy traktujecie ich jak śmieci!
- No proszę, bronisz ich?!
- Nie, nie bronię! Nie jestem ich fanką. Sama ich nie lubię. Ale takiego traktowania nie znoszę! – wykrzyczałam i pobiegłam za 1D.
Jak oni tak mogli. W sumie, to ich trochę rozumiem. Wygląda to na plagiat. I to zachowanie. No ale przesadzili. Troszkę. Tylko troszkę.
- Chło… Chłopaki!!! – krzyczałam, ledwo łapiąc oddech – Czekajcie.
Całe szczęście dogoniłam ich.
- Coś się stało? – zapytał chłopak z ciemną cerą łapiąc mnie za ramię.
- Nie… Ja… Ja tylko…
- Powoli.
- Wdech i wydech.
- Usiądź na ławce.
Mówił po kolei każdy z nich. Chciało mi się śmiać, bo wyobraziłam sobie, ile dziewczyn chciałoby być na moim miejscu i CO by za to dało żeby być na moim miejscu.
- No. OK. Chciałam was przeprosić za chłopaków. Oni nie mieli zamiaru tak na was naskakiwać. Oni… mam być szczera?
- Tak – powiedzieli chórem.
- Oni - pewnie tak samo jak ja - myślą, że wy to ich taka jakby… podróbka. Nie chcę być złośliwa. Nie to jest moim zamiarem. Pewnie to nie prawda, ale tak to się wszystko złożyło, że ich jest pięciu i was jest pięciu i… wiecie, co mam na myśli. Zrozumcie ich.
- Oouu… Nigdy nie stawialiśmy się na ich miejscu. Nie tak na to patrzyliśmy.
- Nic się nie stało – uśmiechnęłam się wstając z ławki.
- A tak w ogóle, to kim ty jesteś?
- Ja… to długa historia. Powiem tylko tyle, że mieszkam u nich.
- Super! My mieszkamy niedaleko stąd. Pewnie nie powiedzieli ci, żeby cię przed nami 'chronić'.
- Ej. Nie bądź złośliwy – upomniał kolegę mulat.
- Wybacz.
- Dasz się zaprosić na małą zapoznawczą pizzę? Jeśli nie masz nic przeciwko…

________________________________________________________
Dodaję na szybcika, gdyż, iż, azaliż Kika. jutro wyjeżdża i prosiła, żebym dodała rozdział przed 16. Wiem, że się nie pospieszyłam, ale może zdąży przeczytać? Oby zdążyła. Dodaję go oczywiście także dla WAS kochani czytacze. Dziękuję za wszystkie komentarze!! Kocham WAS i dedykuję nowej czytaczce:
Olga1d - Dziękuję, że czytasz, że przeczytałaś pozostałe rozdziały i mam nadzieję, że się jeszcze pojawisz. Dziękuję!! ;***
Kocham WAS wszystkich ♥♥♥

czwartek, 12 lipca 2012

Rozdział 55

- Co??
- No nie mówcie, że nie widzieliście, jak co chwilę taszczył ze sobą po kilka butek z kuchni.
- Fuck.
- Teraz to tym bardziej nie możemy tego przerwać… Ania…, on tego nie chciał…
- Nie. Nie tłumaczcie go, a tym bardziej siebie. Rozumiem…
Dziwiłam się sama sobie. Kiedyś moja reakcja na takie zachowanie, to byłby płacz. A teraz? Co mi się stało? Dorosłam? Nie. To nie to. A jeśli jednak…? Wzbierała we mnie tylko złość. Chciałam się popłakać. Chciałam, żeby z moich oczu popłynęły gorzkie łzy. Nic z tego. Wciąż pozostawały one suche. Nie wiem co się ze mną działo.
- W tym momencie Nathan pokazał, jak bardzo chce ze mną być.
- Ania, Ania zaczekaj!
Jay próbował mnie zatrzymać, lecz wyrwałam mu się z niespotykaną siłą. Zacisnęłam pięści i przepełniona nienawiścią ruszyłam do domu. Po drodze trąciłam Nath'a, który nawet na mnie nie spojrzał. Weszłam do pokoju trzaskając za sobą drzwiami. Czemu się nie popłakałam?! Czemu!! Może to przez tę obietnicę daną Nathowi? Że nigdy więcej nie będę przez niego płakać? Siedziałam tak na moim ulubionym (jedynym) parapecie, wściekła, zdezorientowana, póki ktoś delikatnie nie zapukał do pokoju. Może to głupie, ale skądś znałam ten sposób pukania. Powiedziałam tępe „proszę” i do pokoju powoli wszedł James. Nawet jego nie chciałam teraz widzieć.
- Wiem, że nie masz ochoty mnie oglądać. Przyszedłem ci tylko powiedzieć, że możesz do mnie przyjść w każdej sprawie. Możesz się wygadać, kiedy tylko chcesz.
- Dziękuję. Pewnie tak zrobię, ale jeszcze nie teraz. Chcę zostać sama.
- Dobrze. Dzięki za zaproszenie. Do zobaczenia.
- Pa.
Wzrokiem błądziłam za wychodzącym chłopakiem. Po jakichś 20 minutach poszłam wziąć prysznic. Zamknęłam drzwi na klucz i położyłam się do łóżka. Tę noc o dziwo zaliczyłam do przespanych.
                  Obudziłam się z pustką w głowie. Podniosłam się i przecierając oczy przypominałam sobie wczorajszy wieczór. Gdy już tego dokonałam, mój dobry nastrój prysł, jak mydlana bańka. Wstałam i stojąc przed szafą z obrzydzeniem wpatrywałam się w czerwoną sukienkę. Budziła ona we mnie wszystkie wspomnienia. Szybko włożyłam ją do pokrowca i schowałam na dno szafy. Nawet to nie pomogło. Musiałam się jej pozbyć, lecz o tym, jak to zrobię pomyślę później. Ogarnęłam się trochę i zeszłam na dół. Razem z chłopakami zjedliśmy śniadanie. Nath żartował i spoglądał na mnie co chwilę. Ja w spokoju jadłam kanapki. Byłam zła. Bardzo zła. Chłopcy zaproponowali sprzątanie. Lepsze to, niż siedzenie w jednym miejscu i rozmyślanie nad wczorajszym dniem. Udałam się do salonu, by pościągać serpentyny. Chłopcy zajęli się światełkami, lecz po chwili dołączył do mnie Nath.
- Hej. Jak… jak się wczoraj bawiłaś?
- Dobrze. Mogło być lepiej, ale cóż poradzisz? – powiedziałam z ironią – Skoro TY tu jesteś, to JA posprzątam jadalnię.
- Ale…
Nie dokończył, bo szybkim krokiem udałam się w wyznaczone miejsce. Nie zaznałam spokoju, ponieważ chłopak nie chciał się odczepić. Czyżby o wszystkim zapomniał??
- Mało po wczoraj pamiętam, ale chło…
- Myślałam, że będziesz sprzątał salon. Jeśli wolisz jadalnię, to OK, ja zabiorę się za korytarz.
- Hej…
Zaczęłam zamiatać śmieci, gdy Nath złapał moją miotłę.
- Ty mnie unikasz! I to w wyraźny sposób.
- Że niby ja? Ciebie? Pff, żartujesz sobie. Skoro tak ci zależy na zamiataniu, wystarczyło tylko powiedzieć. Ja idę do jadalni – powiedziałam robiąc maślane oczka.
Wściekła zawróciłam. W środku chciało mi się śmiać z chłopaków. Ich miny mówiły same za siebie. Wpatrywali się we mnie nieźle zdezorientowani. Po kilku sekundach do pomieszczenia wparował nie kto inny, jak Nath. Mocno złapał mnie za ramię.
- Ej! Co to ma…
- Unikasz mnie!
- Wcale… Tak! Masz rację! Unikam cię!
- Można wiedzieć czemu?!
- Czemu? Czemu?! Zapytaj chłopaków!!
Nath odwrócił się i spojrzał na 4/5 TW stojące w drzwiach.
- Powiedzieli mi dziś rano, co wczoraj zrobiłem… Ja… Przepraszam…
- Przepraszam?! Tylko tyle? Ja… zaufałam ci! Myślałam, że ci na mnie zależy, a ty? Mizdrzyłeś się z tą twoją… jak jej tam!! Czekałam cierpliwie. Nie narzekałam na nic! Pokazałeś wczoraj jak to ci na mnie zależy!! Wiesz, jak to boli?! Ty… ty masz wszystko. Możesz mieć miliard takich jak ja! Jak mam ci wierzyć? Jak zaufać? Upiłeś się i… Eh!! Nienawidzę cię! To Kon…
- Nie!! Nie mów tego, nie! Ania, posłuchaj, daj wytłumaczyć! Brakowało mi ciebie, twojej bliskości. Im dłużej z tym zwlekałem, tym bardziej bałem się spojrzeć ci w oczy, kocham cię i chcę być blisko ciebie, ale ta moja pieprzona nieśmiałość… Wypiłem za dużo i, że tak powiem zastąpiłem sobie ciebie Rebecą. Nie myśl sobie, że coś do niej czuję, nie! Wiesz, co przeżywałem? Tyle razy chciałem cię zapytać, czy… czy zostaniesz moją dziewczyną. Nie wiem, co mnie dopadło… nie wyjaśnię tego do końca. Ale cholernie mi na tobie zależy. Nie pocałowałem jej!! Tego bym nie zrobił. Wybacz, że musiałaś na to patrzeć.
-J-ja… A wiesz, jak me było ciężko?! Gdybym się umówiła z jakimś chłopakiem i gdyby ten zapytał mnie o chodzenie, to co miałabym mu powiedzieć?! Że czekam, aż taki jeden mnie zapyta?! Wiesz, jaka ja byłam niepewna…? Czekałam cierpliwie, aż mnie zapytasz…
- Będziesz moją dziewczyną?!
- Co…?
- Pytam, czy będziesz moją dziewczyną? Czy będziesz ze mną chodzić? Jak wolisz.
- Tak! Oczywiście, że tak! – wykrzyczałam i oboje w tej samej chwili odwróciliśmy się na pięcie i ruszyliśmy przed siebie w przeciwne strony. Dopiero po kilku sekundach dotarło do mnie, co Nath powiedział i na co ja się zgodziłam… zawróciłam i stanęłam z nim twarzą w twarz. Czułam na sobie jego delikatny, nieco przyśpieszony oddech. Wpatrywaliśmy się w swoje oczy. Chłopak dotknął moich policzków i namiętnie mnie pocałował. Odwdzięczyłam mu się tym samym, zwracając każde, nawet najmniejsze dotknięcie ust. Byłam szczęśliwa. Przeszczęśliwa. Chłopaki zaczęli bić brawo. Oderwaliśmy się od siebie i zaczęliśmy się śmiać.
- Kocham cię – powiedział.
- Ja też cię kocham.

________________________________________________________
Proszę bardzo. Pewnie zapalona Kika. i Anku ;D oraz inni czytacze odetchnęli z ulgą. ;). Muszę Was przeprosić, że nie komentuję Waszych blogów. Głupio mi po prostu. Nie mam ostatnio czasu i tak to się kończy... Nadrobię! Obiecuję! I proszę o wybaczenie. Zakopać pod ziemię się idzie. Żal mi samej siebie. Obiecuję, przyrzekam, że się poprawię! Co do jakości rozdziałów także :D
Dziękuję Wam Kochani, za ponad 8000 wejść. Zaskakujecie mnie każdego dnia. Jak tu Was nie kochać?! No grzech nie podziękować, za tak motywujące komentarze, naprawdę!! DZIĘKUJĘ!!!